piątek, 19 czerwca 2015

16

-Co Ty mówisz? -Spytał Liam. Wszyscy patrzyli ma mnie jakbym zabił człowieka.
-To wszystko wina tej suki! Powinniście zrobić z nią porządek! -Krzyknęła Caggie. Wpadła w jakąś histerię i stała się bardzo nerwowa.
-Daj spokój Julii. Jest o sto razy lepsza od Ciebie. Gdyby nie Ty, wszystko byłoby po staremu! -Odpowiedział jej zły Zayn, który po chwili wyglądał, jakby żałował tego co powiedział. Miny wszystkich nagle zmizerniały, a ja nie wiedziałem co się dzieje.
-Czyli co? Myślałem, że nie mamy przed sobą tajemnic. -Wtrąciłem się zdziwiony.
-Bo nie mamy. On już nie wie, co mówi. -Caggie podeszła do mnie i chciała mnie objąć.
-Puść mnie. -Odepchnąłem ją lekko. Spojrzała na mnie wściekle i powróciła na fotel.
-Wszystkim nie podoba się to, co robisz, Harry. Stałeś się agresywny. Nie akceptuję tego, że poświęcasz dla tej dziewczyny swoje dobre imię. Wejdź na internet. Pełno tam zdjęć i artykułów z wczoraj, jak policja zaciąga cię do auta.-Szef do mnie warknął.
-Ten koleś chciał ją zgwałcić! Miałem na to pozwolić? Oszaleliście do reszty? -Krzyknąłem zszokowany.
-Właśnie, że Ty oszalałeś, bo oczywiście poleciałeś jak piesek ją ratować! -Moja dziewczyna się odezwała.
-Caggie, wyjdź. Nie mogę słuchać już tego, co mówisz. -Powiedziałem w miarę spokojnie i otworzyłem drzwi pokazując jej, by odeszła.
Spojrzała na mnie pełna gniewu i wyszła.
-Boże, mam jej dość. Zresztą jak każdej dziewczyny. Chyba ją zostawię. -Przetarłem dłonią oczy.
-Jedyna mądra decyzja. -Odezwał się Niall.
-Wracając do tematu. Dlaczego macie przede mną jakieś tajemnice? Co było kiedyś, że tak mówicie? -Spytałem się zdesperowany.
Wszyscy przestali się odzywać.
-Dobra, załatwcie to między sobą. Przyjdź do mnie jutro do biura, omówimy warunki odejścia. -Powiedział szef, machnął z zrezygnacją ręką i wyszedł.
-Pytam się kurwa! Co, chodzi o tą nic nie znaczącą Polkę?
-Uważaj co mówisz.-Powiedział Niall i podszedł do mnie.
-Podoba Ci się, prawda? - Krzyknąłem ironicznie.
-Nawet jeśli tak, to jestem Twoim przyjacielem.
-Nie rozumiem? -Skrzywiłem się
-Dobra, widzę, że to zaszło za daleko. -Zayn wkroczył między nas.
-Daj mi skończyć. Pora, by się dowiedział.
Patrzył mi prosto w oczy i zrobił się cały czerwony.
-Bardzo chętnie. Zakończmy to nieporozumienie. -Syknąłem.
-Na święta pojechałeś do niej. Mieliście być wkońcu razem. Niestety, ona miała chłopaka. Pokłóciliście się, kazała Ci się wynosić. Coś Ci odjebało, pofarbowałeś włosy, śledziłeś ją. Wypadek był obok jej domu, podglądywałeś ją.
Odsunąłem się i odwróciłem się. Serce zaczęło mi bić coraz szybciej.
-Nie wierzę w to. -Szepnąłem.
-To prawda. -Usłyszałem resztę zespołu.
Zakręciło mi się w głowie. Nagle coś mnie oświeciło. Przed oczami zobaczyłem jej twarz. Była mokra, siedziała pod drzewem. Wyglądała na młodszą. Następnie siedziała u mnie w pokoju, na dole grała muzyka. Było ciemno, całowałem ją.
-Kurwa...-Padłem rozpaczliwie na ziemię i schowałem twarz w kolanach.
-Już pamiętasz?-Spytał Niall ironicznie.
-Trochę tak. Dlaczego mi nie powiedzieliście!? Myślałem, że się przyjaźnimy. -Powiedziałem przez łzy. Spływały mi po twarzy, nigdy nic mnie tak nie złamało.
-Skoro nie chciałeś jej wysłuchać, już nic nie mogliśmy zrobić. -Powiedział Zayn smutno.
-Chodźcie chłopaki, niech zostanie trochę sam. -Powiedział Liam i kazał im wyjść.
-Chcę wiedzieć wszystko!
-Co za dużo to nie zdrowo. Zresztą, najpierw pogadaj z Caggie. Ta historia tyczy się też niej.-Powiedział Niall patrząc na mnie żałośnie. Wyszli.
Zostałem sam ze swoim problemem. Dlaczego ona zaprzeczała, że coś nas łączyło? Może gdybym dał jej od razu szansę wypowiedzenia się, znałbym prawdę? Nie czuję tego samego. Nie kocham jej pomimo tych małych wspomnień. Nie pamiętam wszystkiego. Widać, że opduściła sobie. Unika mnie, ma chłopaka.
-Muszę poznać całą prawdę...-Powiedziałem sam do siebie i chwyciłem za kluczyki od auta. Otworzyłem drzwi i wsiadłem do środka. Pojechałem czym prędzej do niej. Miałem jedynie nadzieję, że ją zastanę. Ba, przecież w takim stanie nie miała szans wyjść z domu. Dojechałem pod jej dom i wszedłem na klatkę. Im bliżej byłem jej drzwi, tym głośniej słyszałem jak ktoś rozmawia. Wyszedłem zza rogu i zobaczyłem jej fagasa całującego ją przed drzwiami ich domu.
-Nawet nie wiesz jak tęskniłem. -Powiedział do niej. Coś we mnie pękło.
Przypadkowo uderzyłem w jakiś kubeł, usłyszeli to i spojrzeli na mnie.

JULIA
Usłyszałam pukanie do drzwi. Miałam nadzieję, że to Maja. Otworzyłam je.
-Tęskniłaś? -Zobaczyłam Toniego. Uśmiechął się i rozłożył swoje ręce.
-To Ty. Boże, tęskniłam! -Krzyknęłam szczęśliwie i rzuciłam się na niego. Złapał mnie za wewnętrzną część ud utrzymując mnie. Oplotłam swe dłonie na jego karku i zaczęłam go obsypywać pocałunkami.
-Nawet nie wiesz jak tęskniłem.- Powiedział i pocałował mnie w kark. Nagle usłyszałam jak coś upada. Toni opuścił mnie na ziemię, a ja spojrzałam za siebie. To był Harry. Patrzył na nas, jego dłonie były ściśnięte, a na jego czole pojawiła się żyła. Czułam, że chcę coś powiedzieć, ale nie wiedziałam co. Moje całe ciało zadrżało. Gdy nasze spojrzenia się spotkały, szybko tego uniknął i odszedł.
-Co on tu robił? -Spytał Toni mrużąc oczy.
-Nie mam pojęcia... Ale to nie jest ważne. Chodźmy do środka. -Uśmiechęłam się i weszliśmy do domu.
Szybko poszłam do sypialni, aby sprzątnąc cały bałagan po tamtej nocy. Gdy skończyłam, poszłam usiąść do salonu i czekałam na swojego chłopaka. Gdy rozpakował się przyszedł do mnie.
-Ściągnij ten garnitur, bo zaraz sama to zrobię. -Zaśmiałam się przejeżdżając wzrokiem po jego ciele.
Usiadł obok mnie i położył moje nogi na swoich kolanach.
-Tęskniłam. Cieszę się, że już jesteś. -Westchnęłam i wzięłam jego ciepłą dłoń w swoją standardowo zimną.
-Załatwiłem wszystkie sprawy najszybciej jak się dało, by wrócić do Ciebie.
-Jak było?
-To nie jest teraz ważne. -Usłyszałam. Przybliżył się i posadził mnie na swoich kolanach. Objął mnie i zaczął mnie ogrzewać.
-Było mi zimno bez Ciebie, to to napewno. -Zaśmiałam się.
-A mi źle, poprostu. Nie mogę się Tobą nacieszyć. Powrócił do swoich czynności. Poczułam jego ciepłe pocałunki na szyi, następnie na swych ustach. Położył mnie i znalazł się nade mną.
-Powiedz mi, będziesz tylko moja? Na zawsze? -Spytał gładząc mnie po policzku.
-Będę tylko Twoja. Kocham Cię. -Powiedziałam. W jego oczach zobaczyłam szczęście. Wziął mnie na ręce i zaprowadził do sypialni. Posadził mnie na łóżku, a on zapalił światło.
-Zróbmy to, jestem gotowa. -Zaśmiałam się wiążąc włosy. Spojrzał na mnie zdziwiony.
-Na pewno? -Spytał z niedowierzaniem.
-Tak, co w tym dziwnego? Chodź tu.

HARRY
"Ale to nie jest ważne."- Te słowa chodziły mi po głowie. Już wiem, że byłem dla niej kimś ważnym. Będzie najlepiej jak zostawię wszystko w aktualnym stanie. Miała nadzieję, że mnie odzyska, ale ją odrzuciłem przy pierwszej próbie. Stwierdziłem, że nie będę  przeezkadzać zakochanej parce. Wyszedłem z korytarza i wsiadłem do auta. Poczułem się dziwnie, w sercu miałem ból, a moje ciało trzęsło się od emocji, których tak naprawdę nie ma. Nie wiedziałem co się dzieje. Chciałem o tym zapomnieć, więc postanowiłem pojechać do Caggie, moja ciekawość przerastała wszystko. Niall twierdził, że ona wie dużo, przekonajmy się. Zaparkowałem pod jej domem. Wychodząc zauważyłem, że drzwi się otwierają. Wszedłem na podwórko i zobaczyłem jej byłego.
-Jeszcze pożałujesz. To mój syn i będę o niego walczyć. -Krzyknął do niej nie zauważając mnie.
-Przepraszam...co? -Podniosłem głos, na co spojrzeli na mnie.

czwartek, 4 czerwca 2015

15

Godzinę wcześniej
Postanowiłam bawić się dobrze nie patrząc na Harrego, jego życie z moim już się nie łączyło. Wypił zbyt dużo, a Caggie gdzieś uciekła. Wciąż na mnie patrzył, jakby mnie chciał. Zresztą on chciałby każdą po takiej ilości alkoholu. Piłam wciąż, kieliszek po kieliszku. Chciałam zapomnieć o jego obecności, Majka chciała, bym dobrze się bawiła, a on wszystko zepsuł. Podeszłam śmiałym krokiem do baru zastanawiając się co zamówić. Poczułam rękę na swoich plecach, odwróciłam się.
-Hej piękna, co chcesz? -Powiedział jakiś facet. Spojrzałam na niego. Wyglądał na przyzwoitego.
-Mojito. -Wymamrotałam ledwo żywa.
-Ok. Tam jest mój stolik, idź, ja do Ciebie dojdę.
Zrobiłam jak kazał i poszłam tam. Za chwilę przyszedł i zaczęliśmy pić. Rozmowa nam się kleiła, nagle poczułam się źle, lecz on wziął mnie na parkiet. Majka zaniepokojona podeszła do mnie, lecz odparłam że jest okej, bo nie chciałam jej martwić. Matt, bo tak miał na imię zaczął mną wirować. Widziałam tylko przebłyski oraz Harrego, który wciąż się patrzył...niepotrzebnie.
-Może pójdziemy na zewnątrz? Gorąco tu.-Powiedział łapiąc mnie za pośladek.
-Mmmm. -Powiedziałam nieprzytomna. Pomimo otwartych oczu nic nie widziałam, byłam nieżywa. Przez zmrużone oczy widziałam coraz ciemniejsze pomieszczenia, a muzyka z każdym krokiem ucichała. Poczułam, że upadam, a po chwili ktoś za mną. Nieprzyjemne pocałunki, brutalny dotyk. Zamknęłam oczy.

HARRY
Siedziałem na ziemi, patrząc w brudny sufit, czekałem na zbawienie. Myślę, że zachowałem się najlepiej, jak powinienem.
-Wstawaj stary, wpłaciliśmy kaucję. Będziesz miał przerąbane u szefa. -Powiedział Zayn patrząc na mnie żałośnie. Straża otworzył kratę i wyszedłem.
-Gdzie ona jest? - Od razu spytałem.
Spojrzał na mnie zaskoczony.
-Daj jej spokój. Leży już w domu.
-Dlaczego? Podobno się przyjaźniliśmy, a ja chcę wiedzieć, czy nic jej nie jest.- Warknąłem wkurzony i zacząłem iść do drzwi.
-Od kiedy tak Cię ona interesuje? -Złapał mnie za ramię, przez co obróciłem się w jego stronę.
-Nie interesuje, kompletnie. Nie kręci mnie, nie lubię jej. Ale chce wiedzieć czy wszystko z nią dobrze. Nie można?
-Rób co chcesz. -Machnął ręką, wsiadł do auta i spojrzał na mnie.
-Jedziesz? -Spytał.
-Spierdalaj. Poradzę sobie.-Krzyknąłem.
Odjechał i zostawił mnie samego. Do głowy wpadł mi okropny pomysł. Postanowiłem do niej iść. Widziałem wiele fotografów dobrze poinformowanych, czekających na mnie, ale nie obchodziło mnie to. Wciąż pamiętałem o tym, gdzie mieszka, więc zacząłem iść w stronę jej domu. Nie musiałem czekać długo, by znaleźć się na jej ulicy. Miałem nadzieję, że odzyskała przytomność, chciałem z nią pogadać. Wszedłem na klatkę schodową, która na szczęście była otwarta; gdyby nie była, musiałbym dobijać się do drzwi już dawno po ciszy nocnej i pewnie znów znalazłbym się na posterunku. Wdrapałem się najciszej jak potrafiłem po schodach i dotarłem pod jej drzwi. Złapałem za klamkę i zauważyłem, że mogę wejść do środka bez pukania, dziwne. Wszedłem do środka i zobaczyłem...w sumie to nic, bo światła były pogaszone. Zaniepokoiły mnie te otwarte drzwi, dlatego zamknąłem je za sobą. Byłem zdziwiony, że nie ma z nią nikogo. Zauważyłem cicho oddychającą postać na łóżku wprost drzwi. Wszedłem cicho do niej i usiadłem obok. Poruszyła się i otworzyła zaspane oczy, które w jakiś sposób zasłynęły.
-Nie zostawiaj mnie.-Powiedziała, wręcz błagała. Przybliżyłem się do niej i przytuliłem. Było mi jej trochę żal, dlatego znalazłem się w tym miejscu.
-Idź spać. Napewno jest Ci źle. Odpocznij.-Powiedziałem cicho gładząc ją po włosach.
-Czy on mi coś zrobił? -Ledwo z siebie wydobyła te słowa.
-Nie. Naprawdę, idź spać. -Powiedziałem już zmęczony jej gadaniem. Od jej lamentu uszy mi pękały. Jednak nie miałem ochoty z nią rozmawiać. W tym momencie pożałowałem tego wyboru, ale nie mogłem już odejść. Zszedłem z łóżka i poszedłem, a raczej doczołgałem się do parapetu. Otworzyłem okno i zapaliłem. Zastanawiało mnie, gdzie do cholery są wszyscy, w tym jej przyjaciółka? Dlaczego ją zostawiła?
Zamknąłem okno i spojrzałem na zdjęcie stojące na stole. Był na niej jej wypacykowany facet. Ona wyglądała bardzo ładnie, jak zwykle, pomimo to jakoś mnie nie kręciła. Wciąż czułem do niej uraz, ale pomimo to musiałem jej pomóc, zrobiłbym to znów. Postanowiłem zostać i wyjść dopiero, gdy usłyszę, że już nie śpi. Nagle otworzyłem oczy. Kurwa, zasnąłem. Była już 9, a ja czułem, że zaraz głowa mi eksploduje. Zajrzałem do niej, jeszcze spała. Na szczęście wszystko było stabilnie, nic jej nie odwalało w nocy. Taka trochę parodia, pijany chłopak zajął się pijaną i naćpaną dziewczyną, której nie lubi. Coś mnie do niej przyciągnęło, alkohol zadziałał oraz współczucie -Jestem w jej domu. Zdecydowałem się wyjść, by mnie nie zobaczyła. Nie miałem ochoty na kolejne spotkanie, miałem własne problemy, a jakimś cudem wciąż wchodzimy sobie w drogę. Zamknąłem cicho drzwi i zadzwoniłem po taksówkę.

JULIA
Podniosłam swe ciężkie oczy w górę. Czułam się jak trup, wciąż czułam w organizmie alkohol i jeszcze coś innego.
-Kurwa...-Powiedziałam. Albo miałam zwidy, albo Harry tutaj był. Wstałam najszybciej jak potrafiłam i wyszłam z pokoju. Pusto. Tak, to zapewne zwidy...Pamiętam jego gniewny wzrok, gdy wokół byli inni. Kiedyś też tak reagował, w pewnych kwestiach nic się nie zmieniło. Chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do Majki. Nie odbierała. Co się do cholery stało? Chciałam się dowiedzieć, a zostałam bez odpowiedzi. Postanowiłam wrócić do łóżka, bo czułam, że jest ze mną źle. Położyłam się i postanowiłam zadzwonić do Toniego, może chociaż on odbierze.
-Halo, Julia? -Usłyszałam jego jakby trochę zdziwiony głos.
-Hej, co robisz? -Spytałam pół śpiąca.
-Jestem na spotkaniu. -Powiedział stanowczo. Usłyszałam cichy, damski głos.
-Z kimś jesteś? -Nagle się trochę rozbudziłam, a w klatce pojawiło się zakłucie.
-Tak, jest tu dużo ludzi. Przepraszam, muszę kończyć. Zadzwonię potem. -Oznajmił mi szybko i się rozłączył. Nie miałam już siły rozmyślać nad tym, co się dzieje. Zamknęłam oczy i zasnęłam.

TONI
-To zapewne ona.-Zaśmiała się, a w jej jasnych oczach pojawiła się złość.
-No tak, i co z tego?  -Spytałem.
Zmarszczyła nos i złapała się za głowę.
-Kpisz sobie? Ledwo mnie zostawiłeś i masz nową? Kochasz ją? -Powiedziała załamanym głosem.
-Tak.
-Nie wierzę. Kochasz mnie, wiem o tym. Z nią też zerwiesz po trzech miesiącach jak z każdą, tak z zasady? Że mną też tak było, pamiętasz? Mówiłeś, że nigdy mnie nie zostawisz.
-Nasz związek był pomyłką, nie rozumiesz tego? Kocham Julię jak nikogo innego.-Odpowiedziałem.
-Niedawno mówiłeś co innego. Zresztą jeszcze zobaczymy. Nie odpuszczę Ci tego. -Powiedziała patrząc na mnie z urazą. Wstała i wzięła torebkę.
-Gdzie idziesz? Myślałem, że pogadamy o interesach! -Spytałem zły i zaskoczony.
-Zapomnij. Do zobaczenia Toni. -Ostatni raz popatrzyła na mnie i odeszła zarzucająac swoimi blond lokami.

HARRY
Dojechałem do domu. Gdy otworzyłem drzwi, usłyszałem rozmowę.
-Tak, to wszystko przez nią. Nie dość, że wciąż nie daje mu spokoju, to powoduje problemy. -Powiedziała Caggie.
-O kim mowa? -Spojrzałem na nią, na zespół i menadżera.
-Harry, oby to był ostatni raz. -Powiedział szef dość poważnie.
-Był, odchodzę. -Powiedziałem przeczesując palcami włosy. Nagle zobaczyłem szok na ich twarzach.
-To będzie moja ostatnia trasa. -Dodałem.