piątek, 29 maja 2015

14

"I’ll make it so you never ever know
How much I have messed it up"

Początki marca. Poczułam ciepłą rękę na swoim zimnym brzuchu. Otworzyłam leniwie oczy. Ujrzałam Toniego, patrzył na mnie swoimi niebieskimi oczami. Moje serce uradowało się na jego widok. Jest moim lekiem na złe dni. Wtuliłam się w niego bez słowa i znów zamknęłam swe zmęczone oczy. Zaczął dłonią gładzić mnie po policzku.
-Muszę zaraz iść. -Szepnął.
-Mmm...co? - Wymamrotałam.
-Nie powiedziałem Ci. Wyjeżdżam na dwa dni do Paryża na spotkanie z klientem.
Przez te słowa wręcz się obudziłam.
-Super...jak ja wytrzymam bez Ciebie? -Spytałam smutno siadając.
-A ja jak? Damy radę kochanie. -Objął mnie.
-Kochanie...jak uroczo. -Zaśmiałam się.
-Jesteś nim. Będziesz zawsze. -Powiedział poważnie patrząc na mnie.
Wpatrywaliśmy się w siebie przez jakiś czas. Później kazałam mu wstać, bo nie chciałam by się spóźnił. Ubrałam swoje grube skarpetki i poszłam się ubrać i uczesać. Gdy Toni się szykował, ja robiłam śniadanie. Zrobiłam jajecznicę i herbatę, typowo po polsku. Zawołałam go i usiadłam.
-Ooo, co to za nowości? -Uśmiechął się.
-Spróbuj.
-Dobre, jak zawsze!
Zjadł w lekkim pośpiechu i poszedł po swoje rzeczy. Podeszłam z nim pod drzwi.
-Więc...do poniedziałku.-Powiedział smutno. Przybliżyłam się do niego i pocałowałam go. Nie mogliśmy się od siebie uwolnić.
-Dobra, leć. Kocham Cię. -Powiedziałam.
Spojrzał na mnie zdziwiony ale szczęśliwy. Pierwszy raz to powiedziałam. Odwrócił się i wyszedł, zamykając za sobą drzwi.  Zostałam sama. Dawno nie czułam tego. Toni dał mi ciepło, bliskość, wsparcie, którego tak bardzo potrzebowałam przez wiele miesięcy. Owszem, miałam w Polsce chłopaka, ale on był jedynie pocieszeniem w najgorsze dni. Może powinnam w tą przeklętą wigilię nie mówić o nim i poprostu z nim zerwać? Dobra, nie ma co roztrząsać, tak miało być. Nie umiem nie mówić wszystkiego, musiałam poprostu, musiałam.
Co miałam robić w ten sobotni dzień? Znajomi ze Starbucksa oczywiście teraz pracują, a ekipa 1D i spółka zapewne nie mają czasu... Gdyby tylko Majka tu była... Usiadłam na kanapie i zrezygnowana życiem przeglądałam programy. Usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Wstałam mozolnie i podążyłam do nich. Złapałam za klamkę i ujrzałam osobę której nigdy bym się nie spodziewała.
-Nie wierzę! -Krzyknęłam uradowana. To była Majka. Rzuciłam się na nią obrzucając ją buziakami.
-Ja też! Może zaprosisz swoją starą przyjaciółkę do środka? -Zaśmiała się.
Weszliśmy do środka i usiedliśmy w salonie.
-Julia, przepraszam, że się nie odzywałam. Wiem doskonale, że jesteś zła za to. Nie mogłam Ci pomóc, gdy tego potrzebowałaś. Postaram się to naprawić tak, jak to najlepiej potrafię -Powiedziała smutno.
-Nie zaprzeczam. Było, minęło. Zepsułam sobie życie na życzenie. -Westchnęłam.
Wstałam, by zrobić jej herbatę. Opowiedziała mi, że znów jest z Zaynem. Ich związek też był pełen wzlotów i upadków. Na szczęście udało im się. Mówiła też o swojej pracy w radiu.
-Jak tam u Ciebie? -Spytała.
-Mam kogoś.
Na te słowa zapluła mi stół.
-Co?!
-Tak to! Nie mam prawa być z kimś? Harry to przeszłość.- Powiedziałam zła.
-Muszę iść do toalety. Pokażesz mi?
Zaprowadziłam ją i poszłam posprzątać po tym brudasie.
-Tak, o 20. Weź go za wszelką cenę. -Usłyszałam jej głos. Po chwili wyszła i dołączyła do mnie.
-Szykuj się, idziemy do klubu.-Powiedziała radośnie.
-Że co? Nie chce mi się. -Odpowiedziałam zmieszana.
-Przestań, babcia! Musimy wyjść, jak za starych, dobrych czasów! Pamiętasz Bijoux? Mam dla nas sale VIP. -Wyjęła z torebki karnety.
-Oszalałaś? Przecież to najdroższy klub. Chodziliśmy tam, ale za darmo z zespołem...
-Julia. Będzie dobrze. -Przytuliła mnie.
-...Dobra. O której będziesz? -Na te słowa uśmiechnęła się. Umówiliśmy się i pogadałyśmy jeszcze trochę. Godzinę później opuściła mnie i zostałam sama.
Szykowanie, malowanie zawsze poprawia mi humor. W połowie ten dzień polepszył się przez moją przyjaciółkę, teraz to, a może w klubie też będzie przyzwoicie? Wyjęłam z szuflady moje najlepsze kosmetyki i położyłam je na toaletkę. Zrobiłam sobie kocią kreskę na oku, a usta pomalowałam na bordowo. Z szafy wyjęłam swoją najładniejszą sukienkę. Była cała czarna, obcisła, do połowy uda i miała cienkie ramiączka. Na nogi założyłam bordowe szpilki. Włosy spięłam w wysoką kitkę. Wyszykowałam się w dwie godziny i akurat dochodziła 19:30. Usłyszałam jak Majka trąbi. Podeszłam do lustra. Wyglądałam naprawdę seksownie, jak nigdy. Ciągle ubierałam się w pierwsze lepsze rzeczy, na które natrafiła moją dłoń w szafie. Ubrałam płaszcz z Burberry. Zamknęłam za sobą drzwi i wyszłam na zewnątrz budynki. Zobaczyłam czarne Porsche, a w środku Majkę i Zayna.
-Hej wam. -Powiedziałam wchodząc do środka.
-Woow. -Zayn swoimi oczami przeszedł po moim ciele, na co Maja go walnęła w ramię.
-Miło Cię widzieć, Zayn. -Powiedziałam nieśmiało. Dawno go nie widziałam i czułam się po prostu dziwnie. Jechaliśmy w ciszy, nie wiedziałam co mówić, on zapewne też. Maja próbowała wymyślać tematy, lecz to wychodziło słabo. Nareszcie dojechaliśmy. Wyszliśmy z auta i od razu podążyliśmy do klubu omijając ogromną kolejkę. Drzwi otworzyły się, usłyszałam głośną muzykę, a moje oczy zaślepiły światła. Majka złapała mnie za rękę. Szłam z nią, gdy dotarliśmy do foteli. Spojrzałam kto tam siedzi i zobaczyłam KŁOPOTY.

HARRY
Bawiliśmy się świetnie, dopóki nie przyjechał Zayn. Lałem wódkę, gdy zobaczyłem Fizzy. Ręka mi zadrżała i rozlałem trunek na spódnicę Caggie.
-Co za idiota! -Krzyknęła wstając. Gdy zorientowałem się co zrobiłem, jej już nie było. Wyglądała niesamowicie, zawsze była nieumalowana, ubrana w byle co. Na mój widok zatrzymała się. Zobaczyłem, że mówi coś do laski Zayna. Zła podeszła do nas i zaczęła się witać. Podchodząc do mnie potknęła się. Złapałem ją z ziemi, a wszyscy jakoś zamarli. Spojrzałem jej w oczy, a ona w moje.
-Jesteś cała? -Spytałem.
-Tak, dzięki. -Odpowiedziała zmieszana. Ściągnęła w dół zbyt krótką sukienkę i odeszła ode mnie. Usiadłem na fotelu, gdy Niall zabrał ją do zabawy. Wszyscy zajęli się sobą, Caggie gdzieś zniknęła, a ja zabrałem się za picie. Jeden kieliszek, drugi, dziesiąty, piętnasty. Wciąż obserwowałem swoją dawną przyjaciółkę na parkiecie. Tańczyła, wirowała jak królowa. Nagle zauważyłem, że Niall siedzi obok, a ona była z jakimś typem. I znów, nagle już jej nie było. Wstałem, by to sprawdzić, ponieważ trochę mnie to niezapokoiło. Idąc pustym ciemnym korytarzem poszedłem do łazienki, lecz drzwi się nie otwierały.
-Co jest kurwa?
Kopnąłem je z całej siły i zobaczyłem nieptrzytomną Julię wyciągająca rękę, a na niej faceta, który dobierał się do niej. Chwyciłem go i zacząłem go okładać. Furia mnie opętała, walnąłem jego głową o zlew. Na ziemi pojawiła się ogromna plama krwi. Julia leżała już bez ruchy, cała rozmazana, a obok niej jakieś tabletki. Poczułem, że ochroniarze mnie odciągają, a Julię zabiera służba szpitalna. Bardzo chciałem wiedzieć, czy nic jej nie jest, zacząłem się wyrywać, lecz nie dałem rady. Raz widziałem co się dzieje, raz nie.Ludzie patrzący na mnie, lampy flesza. Czerwono- niebieskie światła i syrena policyjna w aucie, w którym nagle leżałem.

piątek, 15 maja 2015

13

Nastał nowy dzień. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Toniego obok siebie.
-Hej piękna. - Powiedział cicho.
-Długo już nie śpisz? -Spytałam.
-Chwilę. Patrzyłem na Ciebie jak spałaś. Strasznie chrapiesz! -Zaśmiał się.
-Kłamiesz, sam nie dałeś mi wczoraj spać! -Walnęłam go poduszką.
Zaczął mnie łaskotać, przez co piszczałam jak opętana. Po wspólnych wygłupach postanowiliśmy wstać. Poszłam robić śniadanie, a Toni poszedł szykować się do pracy.
-Chodź, już zrobiłam! -Krzyknęłam ściągając fartuch.
-Oo, moje ulubione naleśniki. Robisz najlepsze. -Mówił zacierając rękoma.
Usiedliśmy i zaczęliśmy jeść. Nie mogłam się skupić, bo wciąż patrzył na mnie jakby się zbierał na powiedzenie czegoś.
-Oh, przestań. Mów o co chodzi, rozpraszasz mnie. -Uśmiechęłam się.
-Myślę, że praca w kawiarni nie jest na twoje aspiracje. -Westchnął.
-Nic nie poradzę, to musi mi wystarczyć, nie mam czasu na inną pracę, zaraz wracam do nauki.- Mówiłam próbując zjeść wkońcu swoje śniadanie.
-...Chcesz mi pomóc? -Spytał nieśmiało.
-W sensie?
-Bądź moją asystentką. -Powiedział stanowczo.
Podniosłam powoli głowę i spojrzałam na niego. Co miałabym robić? Pozatym, aż tak mi ufa? Dopiero się uczę, nie mam doświadczenia. Przyznaję, że zdziwiła mnie ta propozycja.
-Weź studia zaoczne. Nie będę aż tak cię męczyć, trzy lub cztery godziny, bez weekendów oczywiście. Proszę, bardzo mi zależy. -Złapał moje ręce i zaczął je gładzić.
-Przepraszam, muszę pomyśleć. Dasz mi czas? -Powiedziałam zmieszana.
-Nie ma sprawy, dziękuję. Dobra ja spadam. Zawiażesz mi krawat? Spytał odkładając naczynia.
-Ok, chodź tu.
Podał mi krawat, stanęłam naprzeciw i zaczęłam go wiązać. Spojrzałam na niego, nasze spojrzenia spotkały się, a jego oczy stały się wesołe. Objął moją twarz dłońmi i zaczął całować. Stanęłam na lekko na palcach i położyłam rękę na jego ramieniu. Nagle poczułam znajomy zapach. Perfumy Harrego.
-Chyba musisz już iść. -Powiedziałam odsuwając się.
-Fakt. Do wieczora Julia. -Uśmiechął się, chwycił teczkę i wyszedł.
Zamknęłam drzwi i oparłam plecy na nich. Im bardziej chcę zapomnieć, tym bardziej wszystkie szczegóły pokazują się.
-Ogarnij się. -Powiedziałam i zabrałam się za szykowanie do pracy.

HARRY
Spojrzała na mnie swoimi brązowymi, ciepłymi oczami. Cieszyła się z naszego ponownego spotkania. Już jej nie zostawię, byłem głupi, że wciąż wmawiałem sobie, że jej nie kocham. Koniec z innymi, widzę tylko ją, inne się nie liczą. Poczułem jak mnie całuje swoimi delikatnymi ustami, przybliżyłem się do niej. Wkońcu miałem ją przy sobie, dla siebie. Nikt mi jej nie odbierze.
Trzask. Jestem w jej pokoju, a rozwalona lampa leży obok mnie. Każe mi wyjść. Mam blond włosy, czarne ubranie, stoję pod domem. Słyszę jej głos...ból uderza mnie z całej siły, i nic już nie ma.

Wyrwałem się nerwowo z łóżka. Byłem zadyszany i mokry. Spojrzałem w bok. Caggie nie było, już ze mną nie sypia. Co to za sen? Kto to był? Kurwa, Styles, musisz chyba iść do burdelu, znaleźć laske na noc. Poczułem że potrzebuję miłości jak nigdy, a mojej narzeczonej jak zwykle nie było. Wstałem z łóżka i musiałem wziąć prysznic. Ciepła woda mnie ukoiła. Zszedłem przez długie schody na dół. Cisza w tym domu doprowadzała mnie do szału.
-Zayn, wpadniesz? -Spytałem przez słuchawkę.
Mój przyjaciel zgodził się. Nie miałem ochoty niczego jeść, wyszedłem na zaśnieżony ogród. Usłyszałem kroki, zobaczyłem Zayna z jakąś dziewczyną.
-Heej, znamy się? -Spytałem.
-Harry, to moja dziewczyna, Maya. -Przedstawił ją i spojrzałem na jej twarz. Podała mi rękę i się uśmiechnęła. Nagle zobaczyłem ją w swych myślach. Leżała pijana obok mnie i...Fizzy, czy jakoś tak. Zamarłem i spuściłem wzrok. Zaprosiłem ich do środka i usiedliśmy w salonie.
-Zayn...nie dam chyba rady dalej...-Powiedziałem słabo. Spojrzał na mnie zszokowany.
-Czułem że tak będzie... Bracie, rozumiem Cię. Masz moje wsparcie.
Pogadaliśmy trochę, jego dziewczyna była bardzo sympatyczna.
-Wiedz co, męczą mnie jakieś historie w głowie. Pojawiają się ciągle, najgorsze jest to, że występuje w nich dziewczyna.
-To zapewne...-Maya zaczęła mówić, lecz nie dokończyła.
-Kto? Harry, mieliśmy iść na zakupy. -Usłyszałem zimny głos Caggie.
-Pójdziemy już...-Powiedział Zayn i pożegnaliśmy się.
-Co Ty odwalasz? -Spytałem wkurzony.
-Ja? Nic, nie miałam czasu, a teraz kiedy przychodzę, nie mogę mieć Ciebie tylko dla siebie!
-Serio? Napewno coś za tym stoi.-Machnąłem ręką.
Spojrzała na mnie zła i kazała mi się ubierać.

JULIA
Dziś był dość duży ruch. Wciąż odbierałam zamówienia, zanosiłam jedzenie. Na przerwie musiałam zapalić, ten pośpiech mnie denerwował. Może powinnam zdać się na propozycję Toniego? Faktycznie, to nie praca dla mnie. Zawsze widziałam siebie w wysokim biurowcu. Postanowiłam porozmawiać z szefem. Pozwolił mi pracować ostatni dzień. Chciałam spełnić swoje zadanie najlepiej jak potrafiłam. Około 20 godziny ruch się zmniejszył. Było kilku klientów, a ja stałam przy blacie. Schyliłam się, by wypakować kawę, nagle zrozumiałam, że ktoś czeka na obsługę. Wstałam i zobaczyłam Harrego.
-Hej. -Powiedział zdziwiony.
-Um, hej. - Odpowiedziałam zmieszana.
-To Twoja praca? -Spytał.
-A nie widać? Dzisiaj już kończę. Co podać? -Byłam stonowana.
Spojrzał na mnie, następnie na moje dłonie. Jego ściśnięte brwi nagle się uspokoiły, i zamarł.
-Skąd masz ten pierścionek?- Złapał moją dłoń.
-Ja...Kupiłam go. -Powiedziałam i poczułam jego mocny ścisk.
-Możesz mnie puścić? -Spytałam poważnym tonem. Jego zszokowanie bardzo mnie martwiło.
-Muszę iść. -Powiedział i wyszedł w pośpiechu.
Szedł nerwowo do auta i odjechał. Czyżby pamięć mu wracała? Ten pierścionek jest od niego. Serce zaczęło bić mi szybciej i poczułam się słabo. Na szczęście zaraz kończyłam pracę, więc poszłam się przebrać i spakować. Pożegnałam się z całą ekipą. Zawsze mogłam na nich liczyć, poznałam ich kiedy pierwszy raz zamieszkałam w Londynie. Bardzo lubiłam każdego, a szef powiedział, że zawsze mogę wrócić tu. Wiedziałam, że Toni jest dziś zajęty, dlatego postanowiłam wrócić powoli sama. Po trzydziestu minutach byłam pod drzwiami. Weszłam i jedyne czego pragnęłam to ciepłego prysznicu. Przebrałam się i usiadłam na parapecie z laptopem. Nie mogłam się doczekać, aż Toni przyjdzie. Była pierwsza w nocy, a go wciąż nie było. Bardzo mnie to martwiło, do tego nie odbierał. Nagle usłyszałam ostrożne przekręcanie kluczy i ciche kroki. Zapalił światło.
-Dlaczego nie śpisz? -Spytał zatroskany.
-Czekam na Ciebie.
-Naprawdę?- W jego oczach pojawił się błysk.
-Tak.
-Nawet nie wiesz jak mnie to cieszy. Jakieś inne dobre wieści?
-Odeszłam z pracy. Chyba przyjmę Twoją propozycję. -Zagryzłam wargę.
Nic nie powiedział. Wyszczerzył się, złapał mnie i zaczął wirować.
-Niesamowite. Już nie mogę się doczekać.
-Ja też.
Nasze spojrzenia spotkały się. Pocałowałam go czule, czułam jak się uśmiecha. Widziałam przed sobą piękne niebieskie oczy, już nie zielone. Niech zostanie jak jest. Tak bardzo wierzyłam w Harrego, w to że będzie już dobrze. Los i źli ludzie wciąż nas rozdzielają. Stał się złym, agresywnym i takim samym samolubnym człowiekiem jak kiedyś. Obecność Toniego dawała mi bezpieczeństwo i szczęście. Dlaczego nie przyjmę czegoś tak atrakcyjnego? Zawieszam broń, schodzę z pola bitwy, żegnaj Harry. Gdy poznałam Toniego miałam go za narcyza. Okazał się ciepłym i pozytywnym człowiekiem. Uwielbiam jego czułość i to, jaki jest dla mnie. Obdarowałam go szczerymi pocałunkami. Poszłam do łóżka, a Toni poszedł wziąć prysznic. Zobaczyłam go jedynie w spodniach od piżamy. O mój Boże, jakie ciało, idealne. Cały jest ideałem, nie wyolbżymiam. Kusił mnie swym wyglądem, a osobowością zachęcał do kochania go. Położył się obok i od razu przybliżył się do mnie. Objął mnie swoim ciepłym ciałem. Nie odzywaliśmy się, nasze ciała odbywały rozmowę. Czułam na sobie jego oddech, bawił się moimi włosami, a ja zataczałam kółka na jego plecach. Zaczął mnie całować po szyi, a ja zamknęłam oczy. Rozpłynęłam się totalnie. Gdy skoczył, pocałowałam go. Poczułam, że zasypiam w jego ramionach. Spojrzałam w jego rozszerzone oczy pokazując mu wdzięczność. Zamknęłam powieki i odpływałam coraz bardziej. Czułam jego wzrok na sobie.
-Kocham Cię. -Szepnął i pocałował mnie delikatnie w czoło.

sobota, 9 maja 2015

12

Piosenka: Ed Sheeran- Nina
Nie wiedziałam co powiedzieć. Staliśmy pod jego domem, znałam go jak nikt inny, a on pyta czy z nim byłam. Aa, czyli nic nie pamięta, co oznacza, że nic się nie zmieni. Wątpię by kiedyś ocknął się i przypomniał sobie o tym, co było... Pora to zakończyć, choć mam ochotę powiedzieć mu całą prawdę. O tym, jak siedziałam pod jego domem cała zamoknięta, jak rozmawialiśmy przez Skype, gdy pierwszy raz mnie pocałował, nasze potajemne spotkania, oraz to, że przeze mnie stracił pamięć, bo śledził mnie jak głupek.
-Kpisz sobie ze mnie, prawda? -Spytałam.
-Bo?
-Bo nie dałeś mi szansy! Nigdy nie potraktowałeś mnie poważnie. Kiedy chciałam z Tobą porozmawiać, odtrąciłeś mnie. Potraktowałeś mnie jak natrętną fankę, szkoda tylko, że jestem twoją... -Nagle przerwałam.
-No? Gadaj jak już zaczęłaś. Powiedz mi samą prawdę i zakończmy tą farsę.
-Nie, nic. W sumie to rób co chcesz. I nie, nie byliśmy razem. Życzę Ci cudownej kariery, pociechy z Caggie i dziecka oraz tego, byś nigdy nie odzyskał pamięci! -Krzyknęłam i zaczęłam iść.

HARRY
Nakrzyczała na mnie i zaczęła uciekać. Skoro chciała sobie wszystko wyjaśnić, teraz dałem jej szansę, a ona na mnje krzyczy? Wcześniej nie miałem ochoty. Kariera jest dla mnie najważniejsza, chciałem wiedzieć co było pomiędzy nami. Ten jej laluś zaczął jej bronić, szlachetnie. Zrobiło mi się jej trochę żal, chciałem ją chociaż teraz odwieźć.
-Julia!
Nie reagowała.
-Daisy! - Krzyknąłem, sam nie wiem czemu. Te słowo wyszło mi samo z głowy oraz z ust.
Zobaczyłem, że zatrzymuje się. Spojrzała na mnie zszokowana, jakbym jej coś zrobił. Po chwili znów zaczęła biec.
Dziwne, dlaczego tak zareagowała? Dobra, nieważne. Przynajmniej wiem, że nic nas nie łączy. I dobrze, ta dziewczyna działała mi na nerwy. Musiałbym chyba być chory, by z nią być. Myślę, że Caggie miała rację, że jest kłamcą. Skoro nie byliśmy razem, czemu w szpitalu mnie pocałowała? Może kiedyś powrócę do tej sprawy...

JULIA
Za bramą jego domu zatrzymałam się.

"Jesteś piękna, niczym stokrotka. Daisy. Dziś jesteś moją Daisy ". - Powiedział patrząc mi w oczy.
-Haha, żartujesz ? -Zaśmiałam się.
-Z Ciebie nigdy. Kocham Cię. -Powiedział i mnie pocałował.

Jednak jak chce, to potrafi. W tym momencie wszystko, co zaplanowałam zamieniło się w znak zapytania. A co, jeśli niedługo sobie przypomni? Jego nowe wcielenie wciąż mnie przeraża, ale za każdym razem, gdy go spotykam  tak cholernie chcę go przytulić, pocałować. Nigdy nie lubiłam jego tatuaży, lecz tym razem chciałbym je widzieć co wieczór, ranek, aż to samej śmierci. Tęsknię za jego cichym śpiewem do mojego ucha, gdy nie mogłam zasnąć. Nasza miłość w domu 1D, była zakazana i taka piękna. Ale nasza relacja popsuła się, ponieważ nie chciałam przyjąć szczęścia na złotej tacy. Bum, wypadek. I teraz stoję  pod jego domem, w którym powinnam teraz z nim być. I on powinien teraz za mną biec, lecz tego nie robi. Oczywiście, że nie. Przecież jestem już nikim w jego sercu.
Koniec.
-Toni? -Mówiłam żałośnie przez telefon.
- Jezu, Julia. Nic Ci nie jest? -Spytał.
-Przestań, Tobie zrobił krzywdę...- Zaczęłam płakać.
-Gdzie jesteś? Zaraz będę.
Za chwilę zauważyłam, jak podjeżdża auto. Zobaczyłam Toniego, zaczął wychodzić z auta. Pobiegł do mnie i od razu przytulił.
-Bałem się o Ciebie. -Mówił łagodnie gładząc mnie po głowie.
-Ja o Ciebie też. Nawet nie wiesz, jak bardzo. - Powiedziałam i pocałowałam go. Był zaskoczony, ponieważ pierwszy raz zrobiłam to z własnej inicjatywy.
-Chodź, jedziemy do domu.
Gdy weszliśmy, stwierdziliśmy, że poleżymy.
Patrzyliśmy na siebie, nasze ręce były splecione.
-Miałeś mi powiedzieć, gdzie pracujesz.
-Czy to takie ważne? -Zaśmiał się.
-Poprostu obiecałeś, bo jeszcze się okaże, że jesteś piosenkarzem czy coś. -Powiedziałam ironicznie.
-Piosenkarzem? No nie wiem, sama oceń. -Zaśmiał się i zaczął śpiewać cienkim głosem, przez co mnie bardzo rozbawił.
-Wkońcu się uśmiechasz.
-To wszystko dzięki Tobie. -Powiedziałam i pocałowałam.
-Chodź, porywam Cię. -Podniósł mnie "na barana".
Zdziwiłam się, ale nie protestowałam. Wyniósł mnie do auta, nawet nie mogłam ubrać butów.
-No i co zrobiłeś? Mam latać po Londynie w samych skarpetkach?
-Przestań marudzić! Jedziemy, coś Ci pokażę. -Zaśmiał się.
Stanęliśmy pod wielkim wieżowcem. Był nowy, pamiętam, że kiedyś go nie było.
-Wychodzimy. -Powiedział.
-No chyba nie. Halo, nie mam butów!
-Przeżyjesz.
Wziął mnie za rękę i weszliśmy do środka przez duże, szklane drzwi. W środku wszyscy go witali, co mnie bardzo dziwiło. Windą pojechaliśmy na samą górę. Weszliśmy do dużego gabinetu.
-Chciałaś wiedzieć, to już wiesz. Tu pracuję. -Powiedział i usiadł do biurka, a nogi zadarł na blat.
-Jesteś jakimś doradcą, prezesem? -Spytałam zdezorientowana.
-Hmm, ta firma należy do mnie.
Gratuluję, Julia. Nie dziwię się, że nie chciał powiedzieć. Jest skromny, a ja głupia wciąż pytałam.
-Serio?
-Tak. Na początku było ciężko, ale teraz udało mi się. Chciałem mieć nieruchomości i je mam. -Wyszczerzył się.
-Jestem pod wrażeniem, serio. To niesamowite, przecież jesteś taki młody.
-Po prostu praca praca i jeszcze raz praca. Teraz przynajmniej mam dużo pracowników i mogę zająć się sobą i moją super współlokatorką. Chodź.
Usiadłam z nim na długiej kanapie.
-Przepraszam za ten ranek. -Powiedziałam i delikatnie dotknęłam jego ran.
-To on, prawda?
-Tak.
-Było o was dość głośno jakiś rok temu.
-Wiem. Byłam zwykłą fanką i postanowiłam pojechać do jego rodzinnej miejscowości.
-Wow, szalone.
-Taak... I tak się wszystko zaczęło. Na drodze stawała nam jego dziewczyna, ale wkońcu się udało. Przyjechał niedawno do mnie, już miało być idealnie. Pokłóciliśmy się, kazałam mu wracać, ale on został i mnie śledził. Przez to miał wypadek i oczywiście musiał stracić pamięć. I nie pamięta tylko mnie, ale to już wiesz. -Powiedziałam patrząc w okno.
-Bardzo boli mnie to, że tak cierpisz. Spójrz na mnie. -Chwycił delikatnie mój podbródek i skierował do siebie.
-Wiem doskonale co czujesz. Zdaję sobie sprawę, że nie jestem w żadnym stopniu nim, ale jeśli chciałabyś... Mógłbym... -Mówił zdenerwowany, lecz mu przerwałam.
-Chcę, bardzo. -Uśmiechęłam się, co on odwzajemnił.
-W sumie nie mam nic do zrobienia, chciałem Ci tylko pokazać mój świat. Wracamy? -Spytał.
-No raczej. Zimno mi w stopy!
Po drodze zrobiliśmy zakupy, kilka dziewczyn zaczepiło mnie, pytali o zespół, ale nie miałam ochoty z nimi rozmawiać. Gdy weszliśmy do mieszkania, postanowiliśmy zrobić obiad. Po wspólnych wygłupach przy gotowaniu, wkońcu usiedliśmy do stołu. Nagle zauważyłam, że telefon wciąż mi wibruje. Poszłam do siebie i to sprawdziłam. Dużo osób oznaczyło mnie na Twitterze pod postem...Harrego. Jakaś dziewczyna spytała go "Jak tam związek z Julią?"
"Jaki związek? Uważaj, Caggie stoi obok :)"
-Kurwa! -Krzyknęłam. Nie miałam już sił do tego. Przy przypływie emocji zaczęłam usuwać wszystkie profile ze stron społecznościowych. Nie jestem już członkiem rodziny 1D, dlatego męczą mnie te wszystkie pytania oraz obelgi i urocze wyznania Harrego. Wyszłam z pokoju i poszłam do Toniego.
-Coś nie tak? -Spytał z buzią pełną makaronu.
-Nie, już nic. Już będzie tylko lepiej. -Uśmiechęłam się lekko i pocałowałam go w policzek.
-Musi być lepiej...-Pomyślałam.

środa, 6 maja 2015

11

Już było mi wszystko jedno, co zrobi. Czy zrobi to samo, czy może mnie spoliczkuje. Nie mogłem się opanować, całowałem ją coraz bardziej zachłannie. Poczułem jej rękę na swojej głowie, delikatnie ciągnęła mnie za włosy.
-Dlaczego nie możesz być moja? -Powiedziałem przez płytki oddech.
Czar prysł. Odsunęła się.
-Zapomnij. To szalone. -Mówiąc zeszła ze mnie. Straciłem jej cudowną bliskość, cholera.
-Nawet nie wiesz, jak bardzo tego pragnąłem...
Patrzyła na mnie przerażona.
-Muszę iść, dobranoc. -Szepnęła i zamknęła za sobą drzwi.
-Kurwa! -Rzuciłem butelką o ziemię. Szkło porozrzucało się po całym pokoju. Spojrzałem zadyszany w okno. Co ja sobie wyobrażałem? Wciąż żyłem w nadziei, że się uda. Że położy się obok, poczuje jej ciało obok swojego, a jej oddech na swoim ramieniu. Że będzie już tylko ze mną.

JULIA
Usłyszałam głośny trzask za drzwiami. Pomyślałam, żeby wejść, ale bałam się. Zrozumiałam, że on mnie chce. Poszłam do siebie i rzuciłam się na łóżko. Zaczęłam płakać. Musiałam podjąć bardzo ważną decyzję.
"Odpuść." - Jego słowa biegały mi po całej głowie. Nie umiem wyleczyć się z Harrego... Zawsze śmiałam się, że prawdziwa miłość jest jedyna. Przy nim to poczułam, a teraz żałuję. Dzięki mnie stał się lepszy, a przez mój kaprys wszystko powróciło. Myśl, że nie pamięta tylko mnie nie mieściła mi się w głowie.
-Za dużo emocji...- Powiedziałam do siebie i spróbowałam pogodzić ból głowy z zaśnięciem.

HARRY
Usiadłem na sofie. Za ogromnym oknem padał śnieg. Spojrzałem na swój dom. Podobno uwielbiałem go, a teraz jest jakiś obcy. Tak samo z tą dziewczyną. Niby była moją najlepszą przyjaciółką, ale Caggie mówiła, że wciąż mnie okłamywała. Zawsze uciekałem od znajomości z takimi ludźmi. Moja dziewczyna ledwo wróciła z kawiarni, a już szykuje się na jakąś imprezę.
-Będę o 3! -Krzyknęła zakładając buty.
-Też chciałbym wkońcu się zabawić. -Rzekłem.
Podeszła do mnie i usiadła obok.
-Musisz odpoczywać. Niedługo wracasz na koncerty. Ciesz się wolnym czasem. -Uśmiechnięta powiedziała i wstała.
-Idę, pa.
Zostałem sam.
Nie miałem ochoty już słuchać zaleceń wszystkich, więc wyjąłem butelkę alkoholu z szafki. Kiedy już się wstawiłem, poczułem, że muszę sprawdzić tą dziewczynę. Caggie zawsze mówiła, żebym tego nie robił, bo to tylko nieprawdziwe informacje. Włączyłem laptopa i zacząłem szukać. Wszedłem na Twittera po dość długiej przerwie, napisałem kilka postów, zaobserwowałem fanki, które zaśmiecały mi tablicę próbami o to. Wpisałem Harry Styles and Fizzy. Serce mi o mało nie stanęło, gdy zobaczyłem, że są fotki na których się całujemy... Postanowiłem ją znaleźć i wyjaśnić to.

JULIA
Rankiem obudziły mnie promienie słońca przebijające się przez okno. Pierwsze co zrobiłam, to poszłam do niego. Otworzyłam cicho drzwi. Zobaczyłam, jak spokojnie śpi. Szkło na podłodze, niespokój w głowie. Ominęłam te kawałki i położyłam się obok. Patrzyłam na niego. Poczułam impuls... Przybliżyłam się i przytuliłam do niego. Jego ciepłe ciało zaczęło grzać moje zimne. Nagle poczułam, że się rusza. Otworzył powieki i zobaczyłam jego piękne jasne oczy. Jego źrenice powiększyły się, gdy na mnie spojrzał. Odwzajemnił mój dotyk, ścisnął mnie do siebie, kładąc swoją rękę na moich plecach. Znów nasze twarze dzieliły centymetry.
-Ja...nie rozumiem. -Szepnął.
-Odpuszczam.
-Co? -Zrobił zdziwioną minę.
-Nie chcę go znać...nie dał mi nawet szansy.
-Przecież go kochasz. -Powiedział smutno.
-Już nie... -Skłamałam.
Chciałam mu pokazać, że ma szansę. Już nie czekałam na Harrego, na nasze wspólne życie jak w bajce. Musiałam otworzyć się na coś innego.
-Tak nagle?
-Uczucia szybko się zmieniają. Zwłaszcza, po tym, co mi zrobił. - Spojrzałam mu w oczy, by wkońcu uwierzył.
Myślę, że gdyby Harry, mój dawny ukochany widział to wszystko, chciałby, bym była szczęśliwa... Zawsze mówił, że wstydził się, za to, jaki był kiedyś. Dlatego muszę się zakochać w kimś innym. To będzie ciężkie, ale mam już kandydata.
Zaczął mnie całować, ja go też. Czułam, jak się uśmiecha. Dam mu szczęście, on mi zapewne też. Brakowało mi takiej bliskości, gdy ją miałam, wszystkie smutki mijały.
Poleżeliśmy wtuleni w siebie jeszcze przez jakiś czas, wkońcu postanowiliśmy wstać. Toni sprzątał u siebie, a ja poszłam się ubrać. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
-Otworzę! -Krzyknął Toni.
Czesałam się, gdy usłyszałam jakąś kłótnię...
-Kim jesteś?!? - Powiedział złym głosem. To był Harry... Postanowiłam wyjść. Zobaczyłam ich naprzeciwko siebie, wściekłych na siebie nawzajem.
-Co Ty tu robisz? -Spytałam cicho.
-Musimy sobie załatwić kilka spraw. -Powiedział groźnie.
-Koleś, ona nigdzie z Tobą nie pójdzie. -Toni stanął obok mnie.
-Czyżby? -Spytał i uderzył go. Zaczęli się bić, a ja próbowałam ich rozdzielić.
-Pójdę z Tobą, zostaw go! -Krzyknęłam ze łzami w oczach.
Spojrzał na mnie i złapał mnie mocno za rękę i zaczął wyprowadzać. Zdążyłam tylko odwrócić się i zobaczyć zakrwawionego Toniego siedzącego na ziemi, patrzącego smutno.
Bardzo mnie to bolało. Bałam się tego wręcz potwora, którego kocham. Posadził mnie do auta i ruszył.
Jechał bardzo szybko. Nawet na mnie nie spojrzał.
-Możesz zwolnić?! -Spytałam.
Nie reagował.
-Chciałbym wiedzieć, co Ty wyprawiasz!
-Zamknij się. -Powiedział.
Poczułam ból w sercu. Nie poznawałam go, nigdy taki nie był. Zaczęłam płakać.
Zatrzymał się i kazał mi wyjść. Nawet nie patrzył na mnie, miał poważną minę.
Przywiózł mnie... Do swojego domu?
Wkońcu spojrzał na mnie.
-Czy my byliśmy razem? -Spytał niepewnie, a jego twarz złagodniała.
-...

wtorek, 5 maja 2015

10

Gdy jego oczy skierowały się ku górze, zatrzymał się.
-Julia? - Spytał. W moim sercu pojawił się promyk nadziei.
-Porozmawiamy?
-Nie mam ochoty. Muszę iść, sorry. -Powiedział sucho i ominął mnie szybkim krokiem wchodząc do kawiarni. Spojrzałam za nim. Przez szybę zobaczyłam jak ją całuje. To miałam być ja...
Byłam zła jak nigdy. Nawet nie chciał się dowiedzieć o nas. Powrócił stary Harry, lecz już nie poczuł tego, co kiedyś. Przeraziła mnie ta myśl. Zauważyłam, że los się ze mnie śmieje. Miałam dość wszystkiego, a spóźnialstwo Toniego posunęło mnie do wracania na piechotę. Zrobiłam dość długą trasę, idąc miałam na twarzy minę, przez którą nikt nie odważyłby się mnie nawet zaatakować. Nagle usłyszałam, że ktoś mnie woła.
-Julia!
Odwróciłam się i zobaczyłam współlokatora kierującego auto i krzyczącego przez otwartą szybę.
Jezu, jeszcze on. Zbyt często działał mi na nerwy, nie rozumiem czemu. Jest moim przeciwieństwem, co oznacza, że życie z nim pod jednym dachem już po tak krótkim czasie było czymś szalonym.
-Oo, przypominałeś sobie o mnie. Gratuluję. -Powiedziałam i szłam dalej.
-Przepraszam, nie mogłem szybciej. Ważne że przyjechałem! Wchodź.
Dalej go ignorowałam, a on zrobił już duży korek na drodze. Nagle poczułam chwytanie za biodra.
-Co Ty robisz!?! Puszczaj. -Zaczęłam go "bić" po plecach.
Wsadził mnie do środka i po chwili znalazł się za kierownicą. Ruszył z piskiem opon. Włączył głośno muzykę i nucił pod nosem, nie zwracając na mnie uwagi.
Wkońcu dojechaliśmy. W ciszy weszliśmy do mieszkania.
-No, gadaj. -Powiedział śmiało.
-Śmieszny jesteś. Akurat bardzo Cię to interesuje. -Parsknęłam.
Usiadł na kanapie, przeczesał grzywkę palcami i spojrzał na mnie z litością.
-Chodź tu, Fizz.
Spojrzałam na niego zaskoczona, ale tak zrobiłam. Chciałam, żeby wkońcu przestał mnie męczyć, miałam już ochotę zakończyć ten tragiczny dzień.
Ułożył moją głowę na swoim ramieniu i wziął głęboki oddech.
-Pytam o to wszystko, bo chcę pomóc, naprawdę. Znamy się krótko, ale nigdy nie spotkałem kogoś takiego. Jesteś taka niewinna...- Ścisnął mnie swoją ręka.
-Toni... Daj spokój. -Wyrwałam się delikatnie z jego objęć.
-Nie rozumiem. Jestem dla Ciebie dobry, a Ty mnie odtrącasz. -Spojrzał smutno.
-Czego oczekujesz z mojej strony? Właśnie widzę jak jest. Wiesz, jaka jest sytuacja pomiędzy mną a nim. Ja go kocham, on mnie już nie. I nie napalaj się, bo nie obdarzę Cię tytułem mojego pocieszenia w łóżku.
-Oszalałaś. -Wstał.
-Kurwa, tak to wygląda! To, że moja miłość mnie odtrąciła nie pomoże! -Rozpłakałam się.

TONI
Zakryła twarz rękoma. Co ja zrobiłem...
Klęknąłem przed nią i chwyciłem jej ręce.
-Nie płacz. Nienawidzę Cię takiej. -Zacząłem wycierać jej łzy.
-Nawet nie chciał mnie wysłuchać. Nic już dla niego nie znaczę.
-Odpuść.
-Co? -Spojrzała na mnie.
-Jeśli taki był kiedyś, to nie dziwię się, że to wróciło. On na Ciebie nie zasługuje. Nie rozumiem jak mogł Ci odmówić. Spójrz na siebie!
-Przestań...
-Nie. Nie dość, że piękna, to do tego taka dobra. Jesteś idealna...
Chwyciłem ją i podniosłem ku górze. Nasze twarze, oczy spotkały się.
-Zazdroszczę mu każdej sekundy spędzonej z Tobą. -Szepnąłem patrząc na nią i ją postawiłem.
Stanęła sztywno. Po chwili ocknęła się.
-Idę się wykąpać. -Powiedziała cicho uciekając od mojego wzroku.
Przez resztę wieczoru w naszym mieszkaniu panował spokój, który mi nie odpowiadał. Zawsze jakieś krzyki, śmiechy, śpiewanie świadczyły o szczęśliwym partnerstwie. Teraz omijała mnie szerokim łukiem, choć siedziałem dość daleko. Wyszła z łazienki i od razu poszła do siebie. Westchnąłem smutno i wstałem, by też się wykąpać. Pod prysznicem rozmyślałem. Jestem głupi, za szybko na takie wyznania. Wyszedłem, ubrałem spodnie. Wziąłem z lodówki wódkę i poszedłem do siebie. Usiadłem na skraju łóżka i zanurzyłem usta w butelce.

Miałem lasek od cholery . Rzadko  zapamiętywałem ich imiona, były jak przedmioty. Zadowalały mnie,  a gdy nudziło mnie ich towarzystwo, pozbywałem się ich. Tak naprawdę widziałem to przywiązanie do mnie,a gdy je rzucałem -ból. Lecz nigdy mnie to nie obchodziło. Gdy zobaczyłem Julie, pomyślałem o niej tak jak zawsze "ładna buźka, super ciało, zabawię się." Poznając ją coraz bardziej, nie mogę się ją najeść. Boję się zakochania, lecz idę nieubłagalnie w tym kierunku. Ona go kocha, nie mam ani procenta szans. Wciąż nie rozumiem, jak można odrzucić takiego anioła. Tak naprawdę nigdy nie denerwowało mnie, gdy mnie poprawia, karci za bałagan i za głupie żarty. Kiedy widzę jej uśmiech, który do tego sam wyprodukowałem durnotami na jej twarzy, czuję szczęście.

Coraz bardziej czułem alkohol w organizmie oraz pogrążenie. Drzwi do pokoju otworzyły się, zobaczyłem zarys jej ciała i twarzy.
-Co Ty...-Powiedziała zaskoczona.
-Widzisz, do czego mnie doprowadziłaś?! -Zaśmiałem się głośno i ironicznie.
Zapaliła lampkę i podeszła.
-Starczy. Już, oddaj. -Zaczęła mi wyrywać butelkę.
-A jeśli nie, to co? -Przyciągnąłem ja do siebie.
Byłem zbyt pijany by nas utrzymać w pionie, dlatego spadłem plecami na materac, a jej ciało na moje. Zrobiła wkurzoną minę, lecz po chwili złagodniała.
-Nie wiem, ale jeśli będę tak leżeć i Cię zgniatać, to chyba zrobisz na mnie pawia.
Już było mi wszystko jedno, żyłem chwilą.
-Mylisz się. Zrobię coś innego. Teraz.
Raz się żyje.
Podniosłem się, a ją posadziłem na sobie. -Chcesz wiedzieć co o Tobie sądzę? -Spytałem.
Pogładziłem ją po policzku. Nie protestowała. Wkońcu się odważyłem. Zacząłem ją całować.