piątek, 17 kwietnia 2015

9

24 godziny wcześniej, DANIELLE

Julka poszła zobaczyć Harrego. Tak strasznie było mi jej szkoda, na jej miejscu nie byłabym taka silna, lecz obawiam się, że to tylko złudzenie...
Usiadłam obok Liama i oparłam głowę na jego ramieniu. Po dłuższej chwili pojawiła się Fizzy, jakby jakaś zdruzgotana. Zauważyliśmy coraz większą grupę lekarzy biegnących do sali, w której leżał Styles. Stała w bezruchu, od razu zaczęliśmy do niej podchodzić.
-On mnie nie pamięta... -Powiedziała załamana. Próbowaliśmy ją pocieszyć, lecz wyrwała się i uciekła.
-Kurwa, co tu się dzieje? -Spytał nerwowo Zayn.
Lekarze długo nie wychodzili, a my czekaliśmy z przeróżnymi domysłami w głowie.
Po godzinie pozwoli nam do niego wejść.
-Cieszę się, że was widzę. -Powiedział uradowany.
-My też. Miałeś wypadek w Poznaniu. -Powiedziałam.
-Gdzie jest Poznań? -Spytał zdziwiony.
-No jak to, Harry, przecież byłeś u...-Zaczęłam, lecz mi przerwał.
-Zresztą nieważne. Proszę, zadzwońcie po Caggie.
Czułam coraz większy stres oraz przyspieszony puls. Zadzwoniłam po tą czarownicę i postanowiłam wyjść przed szpital, by z nią porozmawiać. Dotarła po 10 minutach, jej widok mnie zgorszył, nienawidziłam jej oraz tego, jak wychowuje swoje dziecko.
-Co się dzieje?
-Harry odzyskał przytomność.
Jej oczy rozszerzyły się.
-I jak? -Spytała.
-Pamięta wszystko... Prócz Julii.
Na te słowa na jej twarzy pojawił się uśmiech i zaczęła iść w swoich wysokich butach po schodach do szpitala.
-Co Ty robisz?! -Krzyknęłam i zaczęłam za nią podążać.
-A jak myślisz? Idę wszystko naprawić!
-Nie pozwolę Ci na to, on ją kocha! -Pociągnęłam ją ramię.
-Tak? Wychodzi na to, że nie. Pozatym nie wtrącaj się w nie swoje sprawy dziewczyno! Chcę do niego wrócić i tak zrobię! -Popchała mnie lekko, przez co się zachwiałam. 
Poszła dalej śmiałym krokiem. Po chwili poszłam do poczekalni. Cały zespół już tam był.
-Ja poprostu nie mogę w to uwierzyć! Dlaczego pozwoliliście jej tam wejść?! -Powiedziałam zła.
-Danielle, on nie pamięta pierwszego spotkania z Julią. Stał się znów samolubny i powierzchowny, a my nie możemy mu wmówić miłości do niej. -Liam powiedział i mnie przytulił.
-Nie mogę na to patrzeć, muszę wyjść. -Odpowiedziałam zrezygnowana.

CAGGIE
Weszłam podekscytowana do pomieszczenia, chłopacy spojrzali na mnie z pogardą, ale nie obchodziło mnie to. Popełniłam wiele błędów, mogłam go odciągnąć od tej Polki, ale tego nie zrobiłam.
-Harry...-Powiedziałam zatroskana.
-Nic nie mów, podejdź tu, tęskniłem.
-Pewnie nie pamiętasz, ale mamy syna. Max, 4 miesiące. -Pokazałam mu zdjęcie.
Był zaskoczony, nie dziwię mu się. Wciąż nie wychodzi mi bycie matką. Pocałował mnie i położyłam się obok niego. Straciłam go na rzecz tej dziewczyny, ale już nie pozwolę na to. Harry zapewniał mi wysoki status społeczny, wiele fanów, zainteresowanie mediów... Poprostu wszystko czego potrzebowałam. Chyba kocham Paula, a raczej zawsze kochałam. Niestety to teraz nie jest dla mnie ważne. Musiałam odizolować go od syna i nie mogłam dopuścić do tego, by Harry odkrył przeszłość.

TYDZIEŃ PÓŹNIEJ, JULIA
Znów zaczęłam pracować w Starbucksie, choć moje ambicje pragnęły czegoś lepszego. Na szczęście menadżer kawiarni to mój dobry kumpel i przyjął mnie z powrotem z uśmiechem na twarzy. Pewnego dnia, bez żadnych wieści od chłopaków ani od Danielle, co bardzo mnie smuciło, musiałam zanieść dwa latte do stolika. Podeszłam i podałam dwóm blondynkom zamówienie. Spojrzałam na nie i rozpoznałam w nich Caggie i Perrie.
Pierwsza spojrzała na mnie i od razu uśmiechnęła się.
-Kogo mu ty mamy. Prostaczka nas obsługuje. Co tam u Ciebie, kochana? -Zaśmiała się.
-Jest idealnie. -Syknęłam i zaczęłam odchodzić.
-Poczekaj! Chcę ci coś powiedzieć!
-No?
-Ja i Harry...wróciliśmy do siebie. Jakie to smutne, wszystko, co zrobiłaś, by go omotać poszło na marne. -Powiedziała z pogardą.
Kolejna niespodzianka. Julia, uspokój się. Nie daj jej satysfakcji.
-Zobaczymy, jak na długo. -Warknęłam i szybkim krokiem odeszłam od ich stolika. W pośpiechu podążyłam do zaplecza. Oparłam się o ścianę i zsunęłam się na ziemię wylewając kolejne litry łez. Zadzwoniłam do Toniego.
-Halo? Przyjdziesz po mnie po pracy? -Spytałam powstrzymując emocje.
-Tak, nie ma sprawy. Będę o 17, tylko załatwię wszystko w pracy.
-Dzięki. -Powiedziałam i się rozłączyłam.
Minął tydzień od dzielenia z nim apartamentu, lecz jest wręcz idealnie. Toni okazał się pełnowartościowym człowiekiem, pomimo jego zalotów do mnie, bardzo go ceniłam. Ta sytuacja to jedyny pozytyw wokół tego, co się dzieje. Wciąż próbowałam skontaktować się z Danielle i chłopakami oraz Mayką, której o dziwo nie było z Zaynem od mojego przyjazdu.
Poprosiłam szefa o szybsze wyjście. Ubrałam się i spakowałam rzeczy do torebki. Była 16:55, pomimo to było już dość ciemno. One wciąż siedziały przy tym stoliku, lecz nie zwracałam na ten fakt żadnej uwagi. Stanęłam pod kawiarnią czekając na swojego współlokatora. Jak zwykle się spóźniał. Nagle podjechało czarne auto. Było czarne, tak jak Toniego. Zaczęłam iść śmiało w jego stronę, gdy zauważyłam kto wychodzi z niego, zatrzymałam się.
-Harry?

środa, 15 kwietnia 2015

8

Postanowiłam wkońcu ogarnąć swój wygląd. Na głowie miałam coś, co przypomniało gniazdo dla ptaków, oczy miałam  przekrwiome, a po twarzy było widać ogromne zmęczenie. Wzięłam ciepły, szybki prysznic i nareszcie się pomalowałam. Kiedy wyszłam z łazienki, Toni siedział na kanapie w gazetą w ręce, zobaczyłam go pierwszy raz w okularach. Kiedy usłyszał moje kroki, podniósł głowę do góry.
-Jak się czujesz? -Spytał.
-Hmm...dobrze. -Skłamałam. Głowa mi pękała, do tego nie czułam się dobrze po takiej ilości jedzenia.
-Zamówiłem sushi, mam nadzieję, że lubisz. -Uśmiechął się.
Kiwnęłam głową i poszłam do siebie. Nagle dostałam smsa.
"Fizz, dzieje się coś dziwnego. Harry pamięta wszystko, oprócz zeszłego roku".
Danielle.
Usiadłam na łóżku zdumiona, zamurowało mnie i poczułam napływające łzy.
Żarty się skończyły, teraz musiałam walczyć sama o nasz związek. Czułam się bezradna wobec farsy, która wciąż prześladowała mnie i Harrego. Usłyszałam, że Toni mnie woła, wytarłam twarz i poszłam do kuchni. Smutek spowodował, że pomimo chęci zjedzenia czegoś, nie mogłam patrzeć na te pyszności, dlatego musiałam iść podziękować.
Rozłożył talerze i usiadł do stołu.
-Nie mam ochoty jeść, przepraszam. -Powiedziałam i zaczęłam wracać do pokoju.
Poczułam jego dłoń na swoim ramieniu.
-Czekaj...zostań, nie musisz jeść, jeśli nie chcesz. Posiedź ze mną. -Powiedział.
No dobra. Tylko niech mnie puści.
Od kłótni z moim ukochanym dzieją się wciąż straszne rzeczy, potwornie mnie to boli a muszę udawać, że aż tak się nie przejmuję. Gdyby go tu nie było, pewnie leżałabym zapłakana na ziemi z wielkim stosem zużytych chusteczek.
Usiadłam obok niego i patrzyłam jak je. Myślałam, że będzie coś mówił, ale nie zwracał na mnie uwagi. Wkońcu wstałam.
-Ej, poczekaj. -Odezwał się.
-Daj mi kurwa spokój. -Powiedziałam spokojnie i wyszłam na balkon.
Po chwili dołączył do mnie i staliśmy w ciszy.
-Wiem, że to zbyt szybko... Ale mogę Ci pomóc, jeśli masz jakiś problem. -Zaczął.
Wciąż patrzyłam na panoramę Londynu, lecz obraz stawał się coraz bardziej rozmazany przez łzy.
-Ciągle płaczę, jakie to zabawne. -Zaśmiałam się ironicznie.
Spojrzałam na niego.
-Może przeżyłeś kiedyś sytuację, gdy poznajesz kogoś cudownego, pomimo przeciwności losu kochacie się, a gdy wydaje się, że już będzie dobrze, wszystko się psuje, a ta osoba ma wypadek i akurat zapomina o Tobie? Nie wydaje mi się. - Podniosłam głos.
Przytulił mnie, a ja odwzajemniłam to, ściskając go mocno.
Potrzebowałam chociaż głupiego wyrzucenia z siebie tego i oparcia w drugiej osobie.
-Nie płacz. Przecież wszystko może wrócić do normy. -Powiedział łagodnie gładząc mnie po głowie.
-Ale jak?
-Słyszałem o tym. Musisz zbliżyć się do niego i spędzać z nim jak najwięcej czasu. To trochę zajmuje, ale napewno warto.
-Toni, dziękuję za pomoc.
-Kocham, kiedy wymawiasz moje imię.
Koniec przytulanka, Panie Piękny. Znam go od 2 dni, pozatym nie szukam pocieszenia w takiej formie...

HARRY
Dalej nie mogę uwierzyć, że nie pamiętam tak wiele. Z głowy wyleciała mi cała mowa płyta, wszystkie ciekawe wydarzenia i ona. Kim jest ta dziewczyna i dlaczego mnie wczoraj pocałowała? Nie mogłem się skupić, gdy chłopacy opowiadali mi o wszystkim, co się działo.
-Powiecie mi wkońcu kto to był?
-To Julia, twoja...-Niall zaczął.
-Przyjaciółka. -Liam dokończył.
Aha. Ciekawe, od kiedy przyjaciółka całuje swojego przyjaciela. Dobrze, że jej nie pamiętam, bo jakoś nie przypadła mi do gustu, raczej nie odnowię tej znajomości.
Nie mogłem się doczekać wyjścia stąd. Strasznie tęskniłem za występowaniem, balowamiem i za moją kochaną Caggie. Byłem szczęśliwy, gdy pokazała nam naszego syna.

wtorek, 14 kwietnia 2015

7

Pan piękny ma instagrama! Byłam w szoku gdy spojrzałam, że ma aż pół miliona obserwatorów, do tego dodawał bardzo dużo zdjęć swoich dzieł. Pięknie malował, aż brakło mi tchu. Obawiałam się, że jego piękno zewnętrzne pokonuje jego inteligencję, lecz odważyłam się na jutrzejszą, a raczej dzisiejszą rozmowę z nim, by został moim lokatorem. Nagle dostałam wiadomość na czacie. Pan piękny napisał
-"Nie mogę się doczekać naszej rozmowy"
Zaśmiałam się sama do siebie jedząc chipsy.
-"Przykro mi, musisz poczekać, jest jeszcze noc." - Odpisałam.
-"Noc? Nie, jest już dzień na naszą pogawendkę."
Usłyszałam pukanie do drzwi.
-Co jest do cholery? 5 nad ranem! -Krzyknęłam. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je.
-Kurde, trzeci raz cię widzę w opłakanym stanie, a pomimo to zabijasz wdziękiem. - Powiedział śmiejąc się.
W oczy rzuciły mi się jego piękne białe zęby. Matko, ogarnij się Fizzy, nie gap się jak psychiczna na jego zęby!
Pomimo tego wyglądu jego osoba strasznie mnie drażniła.
-Dobra, skończ. Wchodź, chcę mieć już to za sobą. -Powiedziałam i ruchem ręki zaproponowałam wejście.
-Widzę, że nieprzespana noc? - Spytał wchodząc.
Zauważyłam, że zaczął wzrokiem analizować cały dom. Gdy zobaczył kanapę z laptopem i słodyczami na ziemi, zaśmiał się.
-Chodź tu. -Wskazałam na dwa wysokie siedzenia obok blatu w kuchni.
-Proszę, tu masz mój paszport i inne ważne informacje. -Podał mi teczkę.
-Nie jesteś stąd, prawda? -Spytałam.
-Myślałem, że aż tak nie słychać. Jestem z Niemiec.
-Wow, blisko mojego kraju, bardzo blisko. -Odpowiedziałam.
-Myślałem, że jesteś stąd. Twój akcent jest idealny.
-Mieszkałam tu rok z...chcesz herbaty? -Przerwałam i spytałam.
-Wolę kawę. Podwójną, bez niczego. Jest tu balkon?
Jego bezpośredniość była dla mnie czymś nowym.
-Taa, tam. -Pokazałam palcem.
Uśmiechął się, ubrał kurtkę i wyszedł na balkon. Zauważyłam, że wypalił 3 papierosy.
Postanowiłam mu nie przeszkadzać i w tym czasie obejrzałam jego dokumenty. Dołączył do mnie.
-I jak? Znalazłaś coś na mnie? -Zaśmiał się.
-Wszystko jest okej. Masz szczęście, biorę cię. -Powiedziałam.
-Wowow, dziewczyno, na to będzie jeszcze czas.
-Nie żartuj sobie. Kiedy przyniesiesz swoje rzeczy?
-Właściwie wszystko jest przed drzwiami.
Otworzył je i ujrzałam jego walizki. Wziął je.
-Może pokażesz mi resztę mieszkania? - Spytał.
Pokazałam mu jego pokój, łazienkę oraz jak włączać alarm do mieszkania.
-Już wszystko wiesz. Nie jesteś dzieckiem, poradzisz sobie. Pozwól, że pójdę spać, padam. -Powiedziałam.
-Okej, nie ma sprawy. Ja się rozpakuję i przygotuję do pracy.
-O kurde, już rozumiem tą mocną kawę. Trzeba było spać, a nie mnie męczyć. -Zaśmiałam się.
-Warto było. Dobranoc Julia.
Uśmiechął się, ja do niego. Poszłam do siebie zapomnając o bałaganie, jaki zostawiłam.
Nie zważając na to, że już prawie dzień, a ja jestem w normalnych ciuchach,  położyłam się do łóżka.
Ta nowa sytuacja tak mnie zajęła, że zapomniałam kompletnie o zdarzeniu ze szpitala. Bardzo bolało mnie to, że mnie nie pamięta. Kocham go całym sercem i będę walczyć do końca o jego obecność w swoim życiu.
Zamknęłam oczy i odpłynęłam.
Jakiś czas później obudziłam się. Spojrzałam na zegarek, 15. Wstałam zdezorientowana i przechodząc przez salon zauważyłam totalny porządek. Poszłam do toalety. Nagle zobaczyłam jak Toni rozpina białą koszulę, był w garniturze.
-Ups, przepraszam. -Zmieszana zaczęłam zamykać drzwi.
-Nie, wchodź. Ja już wychodzę. -Powiedział swoim pogodnym głosem i uśmiechnął się.
-Czym się zajmujesz?
Zobaczyłam znowu jego uśmiech na twarzy gdy poprawiał w lustrze swoje włosy.
-Chcesz wiedzieć?
-No, dlaczego nie?
Spojrzał na mnie i przybliżył się. Po chwili się cofnął.
-Przekonasz się w swoim czasie.
-Wiesz co, jesteś wredny. -Zrobiłam smutną minę, na co zareagował śmiechem.
I ciągle śmiał się ze mnie. Pan piękny coraz bardziej mnie denerwuje i jednocześnie zastanawia.

6

Minęło kilka dni kiedy wkońcu opuściłam szpital. Już dawno czułam się dobrze, ale mama nalegała, bardzo chciała żebym odpoczęła. Myślę, że nie chce znowu się ze mną żegnać, choć tego nie pokazuje. Od razu po powrocie do domu załatwiłam wszystkie ważne formalności związane ze studiami. Nie zdawałam sobie sprawy, że rzucenie szkoły może przyswożyć tyle problemów, ale na szczęście uwinęłam się z tym szybciej niż się spodziewałam. Tu, w Polsce nie robiłam tego, o czym marzyłam. Zawsze chciałam być redaktorką jakiegoś ciekawego magazynu, najlepiej związanego z modą, haha. Studia w takim mieście przybliżały mnie do celu. Musiałam poczekać na następny rok akademicki, aby zacząć studia na dziennikarstwie, ale stwierdziłam, że w tym czasie znajdę pracę, zarobię i przypomnę sobie na nowo całe miasto.
2 TYGODNIE PÓŹNIEJ
Lotnisko. To ten dzień, zaczynam życie sama, bez nikogo, w ogromnym mieście.
-Będziemy tęsknić.- Tata mnie przytulił, ukrywał łzy.
-Zawsze możesz do nas wrócić. -Mama zaczęła płakać.
To był bardzo ciężki widok, ale wierzę, że rozumieją moją decyzję.
-Wiem, mamuś. Ale nie tym razem. Zbyt często zmieniam zdanie, ale już postanowiłam, że tak potoczy się moje życie. Zobaczymy się na wakacje.
Nagle usłyszałam komunikat o swoim locie. Uściskałam się z rodzicami i ruszyłam w stronę odprawy.
W samolocie wszystko sobie analizowałam - całą sytuację z Harrym. Zrozumiałam, że wkońcu muszę być z mężczyzną,  którego kocham. Wciąż obwiniałam się o to, co się stało. Jaka ze mnie kretynka. Już wiem, dlaczego tak się zachowywał, nie dziwie mu się. Postanowiłam od razu po przylocie skontaktować się z Danielle i odwiedzić go. Wkońcu.
Kiedy wylądowaliśmy udałam się do mojego apartamentu. Stwierdziłam, że mogę sobie pozwolić na coś lepszego. Mieszkanie mieściło się w spokojnej okolicy, daleko od eleganckiej dzielnicy na której mieszkała ekipa 1d. Z tego, co się orientuję, już nie mieszkają razem, tylko oddzielnie. Każda chwila w tym domu była niesamowita, dla mnie to był inny świat.
Wchodząc do środka zauważyłam, że jest identycznie jak na zdjęciach. Na pierwszym planie zauważyłam, że kuchnia i salon jest połączona razem z przedpokojem.Wszystkie ściany były w czerwonych cegłach, okna były długie i duże, można było na nich usiąść. W mojej sypialni stało łóżko, białe i metalowe oraz biała drewniana szafa na całą ścianę. Byłam pod wielkim wrażeniem, że wszystko jest takie zadbane i totalnie w moim stylu. Zauważyłam jeszcze jedne drzwi i ujrzałam wolny pokój. Przypomniało mi się, gdy rozmawiałam z właścicielem, że zaproponował mi, abym znalazła sobie współlokatora. Stwierdziłam, że to dobry pomysł, poznam kogoś nowego i do tego będę płacić mniej. Od razu dodałam informację na internecie i zaczęłam się rozpakowywać. O 15 zadzwoniłam do Danielle.
-Jak się czujesz Julia? -Spytała.
-Już dobrze. Posłuchaj, jestem w Londynie.
-Woo. -Powiedziała zaskoczona.
-Wiem. Posłuchaj, chce go zobaczyć.
-Julia, to nie możliwe... On jeszcze się nie wybudził. -Usłyszałam jej załamany głos.
Serce mi pękło.
-Ale jak to... Danielle, ja chce go zobaczyć.
-Ok.
Podała mi ulicę i od razu zamówiłam taksówkę.
Na korytarzu ogromnego szpitala zauważyłam cały zespół. Byli w szoku, ale bardzo uradowali się na mój widok. Cieszyłam się, ale nie miałam nastroju na to. Przywitałam się ze wszystkimi, Niall i ja już się normalnie dogadywaliśmy.
-Przepraszam was, to wszystko przeze mnie. - Powiedziałam smutno.
-Nie martw się, on jest silny. -Zayn mnie przytulił.
Powiedziałam im, że chcę zobaczyć Harrego. Na szczęście pozwolono mi. Musiałam ubrać jakiś dziwny fartuch niczym w laboratorium. Weszłam do dużego pomieszczenia. Zobaczyłam  na łóżku podłączonego do odgroma kabli, nic nie świadomego Hazze. Serce mi stanęło i musiałam usiąść. Patrzyłam na niego płytko oddychając. Gdy się uspokoiłam podeszłam do niego. Złapałam jego rękę.
-Harry, wybacz mi. Już nie pozwolę sobie na takie zachowanie, żałuję, że zwątpiłam w ciebie i znalazłam kogoś innego. -Zaczęłam płakać.
Schyliłam się do niego i go pocałowam.
Nagle zobaczyłam, że jego ręka się rusza.
- O kurwa. -Szepnęłam.
Jego oczy otworzyły się i spojrzał na mnie.
-Kim jesteś...- Powiedział zmęczonym i cichym głosem.
-Julia.
Nagle zdenerwował się.
-Nie znam cię! Kim jesteś? -Zaczął krzyczeć.
Zszokowana poczułam, że personel zabiera mnie z sali a jego uspokajają.
-Co się stało? -wszyscy do mnie podbiegli.
-On...mnie nie pamięta. -Powiedziałam przez łzy.
Chcieli mnie przytulić, ale zaczęłam uciekać. Zaczął padać deszcz, a ja biegłam przez cały ciemny wieczorem Londyn zapłakana i zamoknięta jak szczur. Weszłam na klatkę mieszkania i zauważyłam przed swoimi drzwiami jakiegoś chłopaka.
-Ykhym. -Odchrząknęłam niemiło.
-O, hej. Nie zauważyłem cię. -Odwrócił się i uśmiechnął się do mnie.
Jego wygląd sparaliżował mnie w środku, był bardzo przystojny. Przypominał mi Zayna, lecz miał piękne niebieskie oczy.
-W jakiej sprawie stoisz pod moimi drzwiami? -Spytałam ze smutkiem w głosie.
-Jestem zainteresowany tym ogłoszeniem. Do tego widzę,  że naprawdę się opłacało tu przyjść. Jesteś bardzo ładna, pomimo tego, że w tym momencie wyglądasz jak zamoknięty pies.-Zaśmiał się.
O nie, miarka się przebrała, a ja nie miałam humoru na żarty.
-Oh, daj se spokój. Jeśli jesteś dalej zainteresowany, to przyjdź jutro, do widzenia. -Mówiąc ominęłam go, otworzyłam drzwi do mieszkania i zamknęłam je mu przed nosem.
Weszłam do środka i nalałam sobie soku, który został mi z podróży. Przypomniało mi się, że nie mam nic do jedzenia. Na szczęście blisko miałam sklep, dlatego zmazałam makijaż, ubrałam suche ciuchy i wyszłam. Za 5 min doszłam do środka i wzięłam najpotrzebniejsze produkty i tonę słodyczy. Zapłaciłam bardzo dużo, ale gdy jestem wściekła jem ogromną górę niezdrowcyh rzeczy. Wyszłam i usłyszałam za sobą głos.
-Może ci pomóc? -Zobaczyłam pana pięknego za mną.
-Może sobie pójdziesz? Mówiłam, żebyś przyszedł jutro. -Syknęłam i szłam dalej przed siebie.
Nagle zagrodził mi drogę i stanął naprzeciw.
-Jestem niecierpliwy...pozatym szukam mieszkania, a nie mogę znaleźć nic odpowiedniego. -Powiedział pogodnie.
-Dobra. Ale na dziś nie licz, chcę być sama.
-No, i to rozumiem! Do jutra...-pewnie myśli jak mam na imię.
-Julia.
-Piękne imię. Dobra, idę Julia,  do zobaczenia. -Puścił mi oczko i poszedł w swoją stronę. Stanęłam niedowierzając w to, co mnie spotyka. Otrząsnęłam się i wróciłam do domu. Włączyłam macbooka i oglądałam "Pamiętniki Carrie" zjadając wszystko po kolei. Po obejrzeniu 5 odcinków weszłam na instagrama, aby pooglądać zdjęcia znajomych. Zajrzałam w rubrykę z ludźmi ze świata i to, co tam zobaczyłam naprawdę mnie zdziwiło...

Nowy bohater

Toni,20

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

5

10 DNI PÓŹNIEJ
Otworzyłam oczy, ale musiałam je zmrużyć, jasne pomieszczenie mnie rozpraszało. Byłam w...szpitalu? Ból głowy przeszywał moje ciało, czułam się naprawdę słabo. Nagle ujrzałam mamę.
-Harry...- wymamrotałam bez siły.
-Dobrze, kochanie. Leż, wkońcu się obudziłaś. -Pogłaskała mnie po głowie.
-Co z nim?
-Nie ma wieści. Już wszyscy wiedzą co się stało.
-Muszę go zobaczyć. - Ożywiłam się i zaczęłam się podnosić.
-Spokojnie, nie wstawaj. Niestety go nie spotkasz.
-Jak to, mamo? -Serce mi stanęło.
-Jego rodzina przetransportowała go do prywatnego szpitala pod Londynem. -Spojrzała na mnie smutno.
Wpadłam w histerię, mama musiała zawołać lekarza.Wstrzyknął mi lek na uspokojenie. Telepałam się z nerwów, miałam dość wszystkiego. Już rozumiem, musimy być razem. Niestety nie możemy. Kolejny raz los pokrzyżował nasze drogi, miałam nadzieję, że to nie był groźny wypadek i wkońcu sobie wybaczymy.
Reszta dnia była piekłem. Wieczorem, już trochę spokojniejsza dostałam wkońcu swój telefon, zobaczyłam, że dzwoni do mnie Majka.
-Halo?
-Jezu, Fizz. Jak się czujesz? -Spytała bardzo zdenerwowana.
-Dobrze...chyba. Jesteś może w szpitalu, gdzie leży Harry?
-Tak...
-Mów.
-Lekarzom opadają ręce, wciąż jest w złym stanie, nie wybudził się.
-Nie wierzę, to moja wina.
Nagle usłyszałam głos...Caggie.
-Maja, czy ona tam jest? -Spytałam zła.
Jest ostatnią osobą, o której chcę teraz myśleć.
-Tak...Julka, muszę kończyć, przyszedł lekarz. Trzymaj się. -Rozłączyła się.
Położyłam telefon na półce i wpadłam w rozmyślenia.
Dlaczego była taka tajemnicza? Co robiła tam ta larwa?
Wszystko mnie już przerastało, do tego szpitalniane łóżko było naprawdę niewygodne. Jutro rano mieli mnie już wypisać, dlatego stwierdziłam, że postaram się zasnąć.
-Życie cię nie rozpieszcza. -Pomyślałam i wytarłam łzy z policzka.

niedziela, 5 kwietnia 2015

4

Miłość do niej jest silniejsza ode mnie, musiałem znowu ją zobaczyć. Bardzo denerwowały mnie te blond włosy, ale przynajmniej czułem się swobodnie na mieście, nikt mnie nie rozpoznał. Założyłem brązowe soczewki, buty i wyszedłem. Na szczęście naprzeciwko jej domu był las, a z niego widok na jej pokój. Robiło się już ciemno, więc postanowiłem zatrzymać się tam.
Doszedłem, lecz wyglądało na to, że w domu nikogo nie ma. Nagle zapaliło się u niej światło, zobaczyłem ją. Jej widok zawsze wprowadza mnie w radość i osłupienie, chciałem być tam z nią, lecz kurwa nie mogłem. Na szczęście zapomniała zasłonić rolet, usiadła do biurka obok okna. Nagle do ręki wzięła nasze zdjęcie, o którym dwa dni temu wspominałem podczas naszej ostatniej rozmowy. Wstałam i nim...rzuciła? Tak, rzuciła nim o ziemię i zaczęła płakać. Ciężki widok, nienawidzę, gdy jest smutna, tym bardziej, że ja spowodowałem u niej płacz. Nagle spojrzała w okno. Schowałem się za okno ale to nic nie dało. Otworzyła je i wychyliła głowę. Chwilę popatrzyła i zamknęła, uff. Poczekałem dłuższy moment i postanowiłem wrócić do siebie.
JULIA
Boję się coraz bardziej. Zgasiłam światło i usiadłam na łóżku. Nagle zadzwonił Harry.
-Dobra, odbiorę. -Pomyślałam.
-Halo, Julia? -Usłyszałam jego cudowny głos.
-Czego chcesz?
-Chciałem poprostu cię usłyszeć.
-Daj mi spokój! Wystarczy mi problemów jak na jeden dzień! -Krzyknęłam zrezygnowana.
-Ja...przepraszam. -Zaczął mówić smutnym głosem.
-Skończ! Wiesz co? Nie jestem już z Maxem. Ale nie licz na mnie, to już koniec. Mam dość tych ciągłych prób, jestem zmęczona, okej? Do tego nie poznaję cię. Nigdy nie byłeś taki agresywny! -Krzyknęłam do słuchawki.
-Julia, zrozum, że ja...-nie dokończył
Trzask i pisk opon. Koniec połączenia.
...
-Harry? Harry! Nie żartuj ze mnie!!
Co się stało? Serce mi stanęło. Nagle usłyszałam karetkę... Gdzieś blisko mego domu.
O nie. To musi być jedynie przypadek. Niestety nie potrafiłam sobie tego wmówić. Ubrałam buty i wyskoczyłam z domu i zaczęłam biec. Coraz bliżej zaczęłam zauważać karetkę, rozbite auto, gapiów i... Podeszłam bliżej. Zobaczyłam blondyna całego we krwi. Mówili, że nie oddycha. Na ziemi zauważyłam czarny rozbity IPhone... Na nim moje zdjęcie.
KURWA, TO ON.
Nagle poczułam, że zsuwam się na ziemię.

3

Zasnęłam bez problemu, rano obudził mnie głośny alarm z telefonu. Od razu sprawdziłam czy coś dostałam. Zero. Dziwi mnie to, jak szybko o mnie zapomniał. Już wiem, że zmienię miejsce zamieszkania na Londyn, ale napewno nie pozwolę sobie na kolejną sad story, w której główną rolę będę grała ja i on.
Koniec rozpaczania. Wytarłam łzy z policzka i postanowiłam ubrać się. Zeszłam na śniadanie, musiałam porozmawiać z rodzicami o moich planach.
-Hej. Chcesz tosty? -Spytała mnie mama, jak zwykle coś pichciła.
-Tak. Mamo, muszę z wami porozmawiać.
-Co się dzieje? -Nagle zauważyłam tatę.
-Wracam do Londynu, na stałe.
Cisza. Patrzyli na mnie smutno, po chwili tata mnie przytulił.
-Jesteś dorosła, to już twoja decyzja. Obyś tylko znów się nim nie rozczarowała. -Powiedział.
-Tato, to koniec. -odparłam.
Przez resztę śniadania opowiadałam im o tym, czym zamierzam się zająć po rzuceniu studiów tutaj. Cieszyło mnie, że mi kibicują.
Minęła 13, postanowiłam przejść się przez centrum. Był drugi dzień świąt, ale widziałam dużo spacerujących rodzin. Było dość ciepło, świeciło słońce. Usiadłam na ławce, żeby zawiązać buta, obok ktoś siedział. Spojrzałam, to był chłopak z wczoraj. Znów ubrany na czarno, w koku. Spojrzał na mnie. Miał brązowe oczy, pomimo to widziałam w nich coś bardzo podejrzanego. Musiał się wystraszyć tego, w jaki sposób zaczęłam go analizować wzrokiem, ponieważ odszedł pośpiesznym krokiem. Nigdy obca osoba nie robiła na mnie takiego wrażenia, wydawał mi się jakiś bliski. Ze swoimi myślami postanowiłam pójść do domu, powoli przerażało mnie to wszystko. Nagle dostałam smsa "Tak bardzo tęskniłem za tymi oczami". Wstałam z ławki oszołomiona. Co to wszystko ma znaczyć? Czy to wszystko tyczy się tego chłopaka? Bałam się, jak nigdy i czym prędzej pobiegłam do domu.
HARRY
Wróciłem do hotelu i ściągnąłem z siebie wszystko. Usiadłem na łóżko.
Musiałem to zrobić, już jej nie zostawię. Nie chce mnie znać, ale nie pozwolę sobie, aby o mnie zapomniała. Nie mam pojęcia co planuje, ale niedługo musiałem wracać do Londynu. Wszedłem na jej facebooka, zauważyłem zmianę statusu:
Wolny.
Jak to? Przecież spotyka się z tym swoim Maxem. Pozatym zobaczyłem kolejną zmianę. Mieszka w Londynie? Wychodzi na to, że wraca! Ucieszyłem się bardzo, lecz po chwili mój entuzjazm upadł. Wiedziałem, że to już nie jest związane z nami. Walnąłem poduszką o ziemię.
Kurwa mać. Dlaczego ona mi to robi?  Jest wolna, wraca do mojego miasta i mnie kocha. Czy to jakaś gra?
-Jeszcze się przekonasz, zatęsknisz. -Rzuciłem przez z zęby i poszedłem ściągnąć soczewki.

sobota, 4 kwietnia 2015

2

I Ranek.
Nowy dzień, nowe szanse?
Wstałem i miałem nadzieję, że odbierze ode mnie. Myliłem się, wczorajsze "do widzenia" okaże się prawdą.
Postanowiłem zadzwonić do Louisa.
-Jak tam Harry? -Spytał wesoło.
-Nie jest dobrze, stary. Zrób coś dla mnie. - odpowiedziałem smutno.
Muszę zostać tu, naprawić to wszystko. Louis w moim imieniu przekaże ekipie informacje o moim planie. Na szczęście narazie mamy wolne od koncertów. Jeden problem z głowy, ale był jeszcze jeden...
JULIA
Miałam nadzieję, że już go nie ma w Poznaniu. Tak? Chyba nie, wolałabym, żeby był tu ze mną.
Po całej nocy płaczu i wspominania musiałam wstać i się choć trochę ogarnąć. Rodzina liczyła na moją obecność przy świątecznym stole,pozatym byłam umówiona z Maxem.
Po skończonym posiłku z domownikami ubrałam się i wyszłam z domu na spotkanie. Idąc ulicami wciąż czułam czyjąś obecność za sobą. Odwracając się nie widziałam nikogo. Wchodząc do kafejki zauważyłam, że Maxa wciąż nie ma. Było sporo ludzi. Czekając na chłopaka zamówiłam kawę i brownie. Zaciekawił mnie chłopak, choć nie widziałam jego twarzy, ujrzałam pod kapturem wystające blond kosmyki włosów, był ubrany na czarno. Nie rozumiałam, dlaczego interesuje mnie ktoś nieznajomy. Nagle ujrzałam Maxa siadającego naprzeciwko mnie. Byłam tak zdezorientowana, że go nie zauważyłam.
-Witaj kochanie. - wychylił się i poczułam jego usta na swoich. Od wczoraj to nie jest to samo uczucie.
-Musimy porozmawiać. -Powiedziałam
-Co ty taka poważna?- Spytał śmiejąc się.
-Wyjeżdżam, na stałe. - Odpowiedziałam ze smutkiem w głosie.
-...czyli to koniec? - załamał się.
Nie wytrzymałam. Przeprosiłam go i w pośpiechu zaczęłam wychodzić. Nagle potknęłam się, ktoś mi pomógł...
To on. Ten nieznajomy. Podniósł mnie z ziemi. Byłam tak oszołomiona, że spojrzałam jedynie na jego twarz i uciekłam.
I znowu to samo. Znów czułam jakby ktoś mnie śledził. Udało mi się dotrzeć do domu i od razu poszłam do siebie na górę. Spodobał mi się ten blondyn, przypominał mi kogoś, ale nie wiedziałam kogo. Był uczesany w koka jak wczoraj Harry...będę w Londynie, ale już nie z nim.
Bolało mnie to, że jednak los nie chce nam zaufać. Postanowiłam o nim zapomnieć. Dzwonił kilka razy, ale też musi iść dalej. Boję się kolejnego aktu z nim, po to, by potem się rozczarować.
Dzień zleciał niezwykle szybko i postanowiłam odespać ostatnią noc bez szwanku.
20:00 i ja w łóżku. Nagle dostałam smsa od anonima
"ładnie dziś wyglądałaś"
Stanęłam jak wryta w ziemię.Przez następne kilka minut zastanawiałam się, kto mógł to napisać. Postanowiłam napisać na Twitterze do Danielle. Okazało się, że Harry już jest z nimi w Londynie. Ała, to zabolało, pomimo, że życie musi lecieć dalej, a my musimy o sobie zapomnieć.
O 23:00 już zasypiałam, ale zachciało mi się pić. Zeszłam na dół po wodę do kuchni. Nagle zauważyłam w oknie, że ma moim podwórku ktoś jest. Wystraszyłam się, ale postanowiłam działać. Ubrałam buty i wyskoczyłam na dwór w piżamie pomimo ogromnego mrozu. Postać ta zauważyła mnie i zaczęła uciekać.
Stanęłam niedowierzając w to, co się dzieje. Harry zniknął, pojawił się prześladowania... Bo chyba tak to można nazwać?

Bohaterowie

JULIA HARRY

1

Kocham Cię. - rzekła.
Tak bardzo długo czekałem na ten moment. Nigdy nie czułem do nikogo takiej bliskości, przy niej byłem sobą. Już nie pozwolę sobie na stracenie mej jedynej miłości.
-Julia, wróć ze mną do Londynu po świętach. Wiem, że tu zaczęłaś naukę, ale zawsze marzyłas, aby uczęszczać do londyńskiego uniwersytetu. Pieniądze nie grają roli, wiesz o tym. Zrobię dla Ciebie wszystko i chce żebyśmy wkońcu byli szczęśliwi - mówiłem całkiem mocno zdenerwowany, w tym momencie spuściła głowę w dół.
-Harry, możemy teraz o tym nie myśleć? Jest wigilia, to nie dzień na takie decyzje. Pozatym spójrz w okno. -pokazała palcem na dość zabawny widok. Wszyscy z jej domu patrzyli na nas przez ogromną szybę, a starszy pan, prawdopodobnie jej dziadek robił nam zdjęcia.
-No nie wierze. - zasmialem się.
-Chciałbyś ich poznać? - Z jej ust pojawiło się niepewne pytanie.
Poczułem niesamowite szczęście w sobie, uradowała mnie myśl, że mogę poznać jej najbliższych. Wchodząc do środka poczułem ciepło oraz niesamowity zapach wydobywający się z kuchni. Ściągnelismy okrycia i nieśmiałym krokiem podążyłem za nią do salonu. Ten dom był mały, ale czułem klimat świat jakiego nie spotkałem nigdzie wcześniej. Jej ogromna rodzina siedziała przy stole patrząc na nas z zaskoczeniem.
Zaczęła coś im mówić po polsku, szczerze, próbowałem nauczyć się kiedyś chociaż podstaw, ale ten język jak trudniejszy od reszty. Kiedy zakończyła mówić wszyscy byli uradowani i zaczęli mnie przytulać. To było...no właśnie? Od kiedy pojawiłem się w tym domu poczułem się inaczej. Ludzie są życzliwi, polska muzyka delikatnie grała w radiu i dziadek opowiadał historie swoim małym wnukom. Choć nic nie rozumiałem, wiedziałem że ta rodzina jest niesamowita.
Po kolacji wyszedłem na ganek zapalić, nagle dołączył do mnie tata Julki.
-Mam nadzieję, że ten przyjazd nie jest kolejnym kaprysem? -spytał a na jego twarzy pojawiła się groźna mina
-Pan zna angielski? -Spytałem zaskoczony
-To co najważniejsze, aby się dogadać... A teraz mnie posłuchaj. Julka po powrocie od ciebie była w tragicznym stanie. Nie potrafiłem zrozumieć jak mogła kochać takiego dupka. Niestety przypominasz mi mnie, gdy zdradziłem żonę. Wmawiałem sobie, że jej nie kocham, ale to nie było prawdą... Ale to przeszłość i ważne jest to, co jest teraz. Wierzę w twoja zmianę i mam nadzieję, że już jej nie zostawisz.
-Skąd zna pan naszą historię?- Spytałem zaskoczony
-A jak myślisz? Wygadanie się staremu ojcu jej pomogło. Znalazla kierunek na studia, zaczęła się bawić, spotkała M...-nagle przerwał.
-M...? -Powtorzylem pytająco
Nagle dołączyła do nas uśmiechnięta Julka.
-Tato, nie męcz go, chodźcie do nas. -Poprosiła
Reszta wieczora nie było dla mnie taka sama, ciągle zastanawiałem się nad tym, o kim mówił jej ojciec.
JULIA
Po skończonym myciu naczyń z mamą i ciocią postanowiłam pójść do swojego pokoju. Zastałam tam Hazze wyraźnie zmartwionego.
-Hej, co ci?- usiadłam obok niego na łóżku.
Wydawało mi się, że coś się zmieniło. Miał smutna minę i jego twarz była skierowana do okna. Nagle wstał i podszedł do biurka gdzie stało nasze wspólne zdjęcie.
-Pamiętam to jak dziś. Nasze pierwsze spotkanie -rzekł pogodnym głosem
-Możesz mi powiedzieć dlaczego jesteś tak daleko? -Spytałam wkurzona
-Przecież jestem tu. -odpowiedział odwrócony ode mnie patrząc w okno.
-Byłeś szczęśliwy gdy mnie zobaczyłeś... Musiało się coś stać skoro mnie ignorujesz. Usiądź koło mnie. -Poprosiłam bliska płaczu.
Nie reagował.
-Kurwa, Harry siadaj obok mnie- krzyknęłam rozpłakana.
Nigdy nie wystawiał mnie na takie próby, do tego nie wiedziałam dlaczego taki jest.
-Kim jest M? - podszedł do mnie i spytał.
Już wiem co go boli. Jak mam to powiedzieć?
-Max.
-Jaki kurwa Max? - Krzyknął
-Mój... Chłopak. -Ledwo przeszło mi to przez usta.
Znam go z gimnazjum, kiedy wróciłam od Hazzy w opłakanym stanie pomógł mi stanąć na nogi. Poczułam coś, nie wiem czy to miłość, ale nie mogłam już kiedykolwiek polegać na Harrym.
Trzask. Moja ulubiona lampa została zrzucona na ziemię z całą siłą i złością jaki w sobie miał. Widziałam ten gniew, bałam się.
-Dlaczego mi to robisz!- wpadł w furię.
-Proszę? Już nie pamiętasz co było rok temu!? -Już nie mogłam wytrzymać
-Od kiedy Cie spotkałem, zakochałem się naprawdę, kurwa. Miłość do Caggie wyparowała, ale myślisz że tak łatwo było wyjść z tego wszystkiego?  Nie jestem normalnym chłopakiem, który w każdej chwili może wszystko pozmieniać -krzyczał coraz głośniej
-Co miałam zrobić kiedy mówiłeś że mnie nie kochasz, że mam się wynieść? Tak mnie niby kochasz? A może tym razem historia się powtórzy, a ty za chwilę powiesz suche "do widzenia"? - Krzycząc uderzyłam z całej siły pięścią w drzwi, krew zaczęła kąpać po podłodze.
-Julia, co ci? - Gdy to zauważył pobiegł do mnie i troskliwie złapał.
-Zostaw mnie!- odepchnęłam go. - Najlepiej będzie gdy już sobie pójdziesz...
HARRY
Stała naprzeciw. Nigdy nie postapilem wobec niej tak, jak dzisiaj. Patrzyła na mnie cała zapłakana z czerwonymi i zaszklonymi oczami. Co ja zrobiłem?
-Ok, jutro przyjdę. - odparłem smutno
-Wracaj do Londynu. -odpowiedziała zamykając oczy, dusząc emocje w sobie
-Co?
Czy ja się przesłyszałem? Pomimo tego, że ma kogoś, to nie pozwolę, aby to był koniec.
-To, co słyszałeś. Nie potrafisz wczuć się w moją sytuację, kompletnie. Niestety ja tym razem powiem "do widzenia"- otworzyła drzwi od pokoju.
Widziałem po jej twarzy, że tego nie chce, ale postanowiłem wyjść, żeby nie doszło do czegoś gorszego. Pogłaskałem ją po włosach, tak strasznie chciałem ją pocałować... Zszedłem na dół, wszyscy z jej rodziny w ciszy patrzyli na mnie. Ubrałem się i wyszedłem. Udałem się do hotelu, nie miałem już na nic ochoty. Jedyne co zrobiłem, to ściągnięcie ciuchów i położenie się do łóżka.
Nie tak to sobie wyobrażałem.
JULIA
Przed chwilą pojawił się w moim życiu, teraz zniknął na nowo. Dlaczego nie możemy być szczęśliwi?
Nagle zobaczyłam smsa od Maxa:
"Kochanie, jak mijają Ci święta? Nie mogę się doczekać naszego jutrzejszego spotkania."
Zniszczyłam wszystko.
Zrezygnowana wszystkim nie miałam nawet głowy, aby przeprosić wszystkich na dole za krzyki. Ta ogromna rana na pięści została przeze mnie zignorowana.  Zawinęłam ją w bandaż i przebrałam się w piżamę. Było już naprawdę późno, ale czułam, że to będzie noc bez snu.
-----------------------------------------------------------------
Nie wiesz, o co chodzi?
http://all-i-need-islove.blogspot.com/?m=1 -> poprzednia część :)