Godzinę wcześniej
Postanowiłam bawić się dobrze nie patrząc na Harrego, jego życie z moim już się nie łączyło. Wypił zbyt dużo, a Caggie gdzieś uciekła. Wciąż na mnie patrzył, jakby mnie chciał. Zresztą on chciałby każdą po takiej ilości alkoholu. Piłam wciąż, kieliszek po kieliszku. Chciałam zapomnieć o jego obecności, Majka chciała, bym dobrze się bawiła, a on wszystko zepsuł. Podeszłam śmiałym krokiem do baru zastanawiając się co zamówić. Poczułam rękę na swoich plecach, odwróciłam się.
-Hej piękna, co chcesz? -Powiedział jakiś facet. Spojrzałam na niego. Wyglądał na przyzwoitego.
-Mojito. -Wymamrotałam ledwo żywa.
-Ok. Tam jest mój stolik, idź, ja do Ciebie dojdę.
Zrobiłam jak kazał i poszłam tam. Za chwilę przyszedł i zaczęliśmy pić. Rozmowa nam się kleiła, nagle poczułam się źle, lecz on wziął mnie na parkiet. Majka zaniepokojona podeszła do mnie, lecz odparłam że jest okej, bo nie chciałam jej martwić. Matt, bo tak miał na imię zaczął mną wirować. Widziałam tylko przebłyski oraz Harrego, który wciąż się patrzył...niepotrzebnie.
-Może pójdziemy na zewnątrz? Gorąco tu.-Powiedział łapiąc mnie za pośladek.
-Mmmm. -Powiedziałam nieprzytomna. Pomimo otwartych oczu nic nie widziałam, byłam nieżywa. Przez zmrużone oczy widziałam coraz ciemniejsze pomieszczenia, a muzyka z każdym krokiem ucichała. Poczułam, że upadam, a po chwili ktoś za mną. Nieprzyjemne pocałunki, brutalny dotyk. Zamknęłam oczy.
HARRY
Siedziałem na ziemi, patrząc w brudny sufit, czekałem na zbawienie. Myślę, że zachowałem się najlepiej, jak powinienem.
-Wstawaj stary, wpłaciliśmy kaucję. Będziesz miał przerąbane u szefa. -Powiedział Zayn patrząc na mnie żałośnie. Straża otworzył kratę i wyszedłem.
-Gdzie ona jest? - Od razu spytałem.
Spojrzał na mnie zaskoczony.
-Daj jej spokój. Leży już w domu.
-Dlaczego? Podobno się przyjaźniliśmy, a ja chcę wiedzieć, czy nic jej nie jest.- Warknąłem wkurzony i zacząłem iść do drzwi.
-Od kiedy tak Cię ona interesuje? -Złapał mnie za ramię, przez co obróciłem się w jego stronę.
-Nie interesuje, kompletnie. Nie kręci mnie, nie lubię jej. Ale chce wiedzieć czy wszystko z nią dobrze. Nie można?
-Rób co chcesz. -Machnął ręką, wsiadł do auta i spojrzał na mnie.
-Jedziesz? -Spytał.
-Spierdalaj. Poradzę sobie.-Krzyknąłem.
Odjechał i zostawił mnie samego. Do głowy wpadł mi okropny pomysł. Postanowiłem do niej iść. Widziałem wiele fotografów dobrze poinformowanych, czekających na mnie, ale nie obchodziło mnie to. Wciąż pamiętałem o tym, gdzie mieszka, więc zacząłem iść w stronę jej domu. Nie musiałem czekać długo, by znaleźć się na jej ulicy. Miałem nadzieję, że odzyskała przytomność, chciałem z nią pogadać. Wszedłem na klatkę schodową, która na szczęście była otwarta; gdyby nie była, musiałbym dobijać się do drzwi już dawno po ciszy nocnej i pewnie znów znalazłbym się na posterunku. Wdrapałem się najciszej jak potrafiłem po schodach i dotarłem pod jej drzwi. Złapałem za klamkę i zauważyłem, że mogę wejść do środka bez pukania, dziwne. Wszedłem do środka i zobaczyłem...w sumie to nic, bo światła były pogaszone. Zaniepokoiły mnie te otwarte drzwi, dlatego zamknąłem je za sobą. Byłem zdziwiony, że nie ma z nią nikogo. Zauważyłem cicho oddychającą postać na łóżku wprost drzwi. Wszedłem cicho do niej i usiadłem obok. Poruszyła się i otworzyła zaspane oczy, które w jakiś sposób zasłynęły.
-Nie zostawiaj mnie.-Powiedziała, wręcz błagała. Przybliżyłem się do niej i przytuliłem. Było mi jej trochę żal, dlatego znalazłem się w tym miejscu.
-Idź spać. Napewno jest Ci źle. Odpocznij.-Powiedziałem cicho gładząc ją po włosach.
-Czy on mi coś zrobił? -Ledwo z siebie wydobyła te słowa.
-Nie. Naprawdę, idź spać. -Powiedziałem już zmęczony jej gadaniem. Od jej lamentu uszy mi pękały. Jednak nie miałem ochoty z nią rozmawiać. W tym momencie pożałowałem tego wyboru, ale nie mogłem już odejść. Zszedłem z łóżka i poszedłem, a raczej doczołgałem się do parapetu. Otworzyłem okno i zapaliłem. Zastanawiało mnie, gdzie do cholery są wszyscy, w tym jej przyjaciółka? Dlaczego ją zostawiła?
Zamknąłem okno i spojrzałem na zdjęcie stojące na stole. Był na niej jej wypacykowany facet. Ona wyglądała bardzo ładnie, jak zwykle, pomimo to jakoś mnie nie kręciła. Wciąż czułem do niej uraz, ale pomimo to musiałem jej pomóc, zrobiłbym to znów. Postanowiłem zostać i wyjść dopiero, gdy usłyszę, że już nie śpi. Nagle otworzyłem oczy. Kurwa, zasnąłem. Była już 9, a ja czułem, że zaraz głowa mi eksploduje. Zajrzałem do niej, jeszcze spała. Na szczęście wszystko było stabilnie, nic jej nie odwalało w nocy. Taka trochę parodia, pijany chłopak zajął się pijaną i naćpaną dziewczyną, której nie lubi. Coś mnie do niej przyciągnęło, alkohol zadziałał oraz współczucie -Jestem w jej domu. Zdecydowałem się wyjść, by mnie nie zobaczyła. Nie miałem ochoty na kolejne spotkanie, miałem własne problemy, a jakimś cudem wciąż wchodzimy sobie w drogę. Zamknąłem cicho drzwi i zadzwoniłem po taksówkę.
JULIA
Podniosłam swe ciężkie oczy w górę. Czułam się jak trup, wciąż czułam w organizmie alkohol i jeszcze coś innego.
-Kurwa...-Powiedziałam. Albo miałam zwidy, albo Harry tutaj był. Wstałam najszybciej jak potrafiłam i wyszłam z pokoju. Pusto. Tak, to zapewne zwidy...Pamiętam jego gniewny wzrok, gdy wokół byli inni. Kiedyś też tak reagował, w pewnych kwestiach nic się nie zmieniło. Chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do Majki. Nie odbierała. Co się do cholery stało? Chciałam się dowiedzieć, a zostałam bez odpowiedzi. Postanowiłam wrócić do łóżka, bo czułam, że jest ze mną źle. Położyłam się i postanowiłam zadzwonić do Toniego, może chociaż on odbierze.
-Halo, Julia? -Usłyszałam jego jakby trochę zdziwiony głos.
-Hej, co robisz? -Spytałam pół śpiąca.
-Jestem na spotkaniu. -Powiedział stanowczo. Usłyszałam cichy, damski głos.
-Z kimś jesteś? -Nagle się trochę rozbudziłam, a w klatce pojawiło się zakłucie.
-Tak, jest tu dużo ludzi. Przepraszam, muszę kończyć. Zadzwonię potem. -Oznajmił mi szybko i się rozłączył. Nie miałam już siły rozmyślać nad tym, co się dzieje. Zamknęłam oczy i zasnęłam.
TONI
-To zapewne ona.-Zaśmiała się, a w jej jasnych oczach pojawiła się złość.
-No tak, i co z tego? -Spytałem.
Zmarszczyła nos i złapała się za głowę.
-Kpisz sobie? Ledwo mnie zostawiłeś i masz nową? Kochasz ją? -Powiedziała załamanym głosem.
-Tak.
-Nie wierzę. Kochasz mnie, wiem o tym. Z nią też zerwiesz po trzech miesiącach jak z każdą, tak z zasady? Że mną też tak było, pamiętasz? Mówiłeś, że nigdy mnie nie zostawisz.
-Nasz związek był pomyłką, nie rozumiesz tego? Kocham Julię jak nikogo innego.-Odpowiedziałem.
-Niedawno mówiłeś co innego. Zresztą jeszcze zobaczymy. Nie odpuszczę Ci tego. -Powiedziała patrząc na mnie z urazą. Wstała i wzięła torebkę.
-Gdzie idziesz? Myślałem, że pogadamy o interesach! -Spytałem zły i zaskoczony.
-Zapomnij. Do zobaczenia Toni. -Ostatni raz popatrzyła na mnie i odeszła zarzucająac swoimi blond lokami.
HARRY
Dojechałem do domu. Gdy otworzyłem drzwi, usłyszałem rozmowę.
-Tak, to wszystko przez nią. Nie dość, że wciąż nie daje mu spokoju, to powoduje problemy. -Powiedziała Caggie.
-O kim mowa? -Spojrzałem na nią, na zespół i menadżera.
-Harry, oby to był ostatni raz. -Powiedział szef dość poważnie.
-Był, odchodzę. -Powiedziałem przeczesując palcami włosy. Nagle zobaczyłem szok na ich twarzach.
-To będzie moja ostatnia trasa. -Dodałem.
Harry odchodzi? :o I fajny rozdział :D
OdpowiedzUsuń