Gdy jego oczy skierowały się ku górze, zatrzymał się.
-Julia? - Spytał. W moim sercu pojawił się promyk nadziei.
-Porozmawiamy?
-Nie mam ochoty. Muszę iść, sorry. -Powiedział sucho i ominął mnie szybkim krokiem wchodząc do kawiarni. Spojrzałam za nim. Przez szybę zobaczyłam jak ją całuje. To miałam być ja...
Byłam zła jak nigdy. Nawet nie chciał się dowiedzieć o nas. Powrócił stary Harry, lecz już nie poczuł tego, co kiedyś. Przeraziła mnie ta myśl. Zauważyłam, że los się ze mnie śmieje. Miałam dość wszystkiego, a spóźnialstwo Toniego posunęło mnie do wracania na piechotę. Zrobiłam dość długą trasę, idąc miałam na twarzy minę, przez którą nikt nie odważyłby się mnie nawet zaatakować. Nagle usłyszałam, że ktoś mnie woła.
-Julia!
Odwróciłam się i zobaczyłam współlokatora kierującego auto i krzyczącego przez otwartą szybę.
Jezu, jeszcze on. Zbyt często działał mi na nerwy, nie rozumiem czemu. Jest moim przeciwieństwem, co oznacza, że życie z nim pod jednym dachem już po tak krótkim czasie było czymś szalonym.
-Oo, przypominałeś sobie o mnie. Gratuluję. -Powiedziałam i szłam dalej.
-Przepraszam, nie mogłem szybciej. Ważne że przyjechałem! Wchodź.
Dalej go ignorowałam, a on zrobił już duży korek na drodze. Nagle poczułam chwytanie za biodra.
-Co Ty robisz!?! Puszczaj. -Zaczęłam go "bić" po plecach.
Wsadził mnie do środka i po chwili znalazł się za kierownicą. Ruszył z piskiem opon. Włączył głośno muzykę i nucił pod nosem, nie zwracając na mnie uwagi.
Wkońcu dojechaliśmy. W ciszy weszliśmy do mieszkania.
-No, gadaj. -Powiedział śmiało.
-Śmieszny jesteś. Akurat bardzo Cię to interesuje. -Parsknęłam.
Usiadł na kanapie, przeczesał grzywkę palcami i spojrzał na mnie z litością.
-Chodź tu, Fizz.
Spojrzałam na niego zaskoczona, ale tak zrobiłam. Chciałam, żeby wkońcu przestał mnie męczyć, miałam już ochotę zakończyć ten tragiczny dzień.
Ułożył moją głowę na swoim ramieniu i wziął głęboki oddech.
-Pytam o to wszystko, bo chcę pomóc, naprawdę. Znamy się krótko, ale nigdy nie spotkałem kogoś takiego. Jesteś taka niewinna...- Ścisnął mnie swoją ręka.
-Toni... Daj spokój. -Wyrwałam się delikatnie z jego objęć.
-Nie rozumiem. Jestem dla Ciebie dobry, a Ty mnie odtrącasz. -Spojrzał smutno.
-Czego oczekujesz z mojej strony? Właśnie widzę jak jest. Wiesz, jaka jest sytuacja pomiędzy mną a nim. Ja go kocham, on mnie już nie. I nie napalaj się, bo nie obdarzę Cię tytułem mojego pocieszenia w łóżku.
-Oszalałaś. -Wstał.
-Kurwa, tak to wygląda! To, że moja miłość mnie odtrąciła nie pomoże! -Rozpłakałam się.
TONI
Zakryła twarz rękoma. Co ja zrobiłem...
Klęknąłem przed nią i chwyciłem jej ręce.
-Nie płacz. Nienawidzę Cię takiej. -Zacząłem wycierać jej łzy.
-Nawet nie chciał mnie wysłuchać. Nic już dla niego nie znaczę.
-Odpuść.
-Co? -Spojrzała na mnie.
-Jeśli taki był kiedyś, to nie dziwię się, że to wróciło. On na Ciebie nie zasługuje. Nie rozumiem jak mogł Ci odmówić. Spójrz na siebie!
-Przestań...
-Nie. Nie dość, że piękna, to do tego taka dobra. Jesteś idealna...
Chwyciłem ją i podniosłem ku górze. Nasze twarze, oczy spotkały się.
-Zazdroszczę mu każdej sekundy spędzonej z Tobą. -Szepnąłem patrząc na nią i ją postawiłem.
Stanęła sztywno. Po chwili ocknęła się.
-Idę się wykąpać. -Powiedziała cicho uciekając od mojego wzroku.
Przez resztę wieczoru w naszym mieszkaniu panował spokój, który mi nie odpowiadał. Zawsze jakieś krzyki, śmiechy, śpiewanie świadczyły o szczęśliwym partnerstwie. Teraz omijała mnie szerokim łukiem, choć siedziałem dość daleko. Wyszła z łazienki i od razu poszła do siebie. Westchnąłem smutno i wstałem, by też się wykąpać. Pod prysznicem rozmyślałem. Jestem głupi, za szybko na takie wyznania. Wyszedłem, ubrałem spodnie. Wziąłem z lodówki wódkę i poszedłem do siebie. Usiadłem na skraju łóżka i zanurzyłem usta w butelce.
Miałem lasek od cholery . Rzadko zapamiętywałem ich imiona, były jak przedmioty. Zadowalały mnie, a gdy nudziło mnie ich towarzystwo, pozbywałem się ich. Tak naprawdę widziałem to przywiązanie do mnie,a gdy je rzucałem -ból. Lecz nigdy mnie to nie obchodziło. Gdy zobaczyłem Julie, pomyślałem o niej tak jak zawsze "ładna buźka, super ciało, zabawię się." Poznając ją coraz bardziej, nie mogę się ją najeść. Boję się zakochania, lecz idę nieubłagalnie w tym kierunku. Ona go kocha, nie mam ani procenta szans. Wciąż nie rozumiem, jak można odrzucić takiego anioła. Tak naprawdę nigdy nie denerwowało mnie, gdy mnie poprawia, karci za bałagan i za głupie żarty. Kiedy widzę jej uśmiech, który do tego sam wyprodukowałem durnotami na jej twarzy, czuję szczęście.
Coraz bardziej czułem alkohol w organizmie oraz pogrążenie. Drzwi do pokoju otworzyły się, zobaczyłem zarys jej ciała i twarzy.
-Co Ty...-Powiedziała zaskoczona.
-Widzisz, do czego mnie doprowadziłaś?! -Zaśmiałem się głośno i ironicznie.
Zapaliła lampkę i podeszła.
-Starczy. Już, oddaj. -Zaczęła mi wyrywać butelkę.
-A jeśli nie, to co? -Przyciągnąłem ja do siebie.
Byłem zbyt pijany by nas utrzymać w pionie, dlatego spadłem plecami na materac, a jej ciało na moje. Zrobiła wkurzoną minę, lecz po chwili złagodniała.
-Nie wiem, ale jeśli będę tak leżeć i Cię zgniatać, to chyba zrobisz na mnie pawia.
Już było mi wszystko jedno, żyłem chwilą.
-Mylisz się. Zrobię coś innego. Teraz.
Raz się żyje.
Podniosłem się, a ją posadziłem na sobie. -Chcesz wiedzieć co o Tobie sądzę? -Spytałem.
Pogładziłem ją po policzku. Nie protestowała. Wkońcu się odważyłem. Zacząłem ją całować.
Cudowne Ola jak zawsze <3 Serio się wzruszyłam :'( :** Mega :) Dodawaj szybko kolejne. Chciałabym żeby Julka była z Harrym, ale teraz jest też Toni i nie wiem serio :D Oni też by do siebie pasowali :)
OdpowiedzUsuńOhh hahaha xd ja też nie wiem jak będzie :3
UsuńDzisiaj postaram się napisać :D