piątek, 29 maja 2015

14

"I’ll make it so you never ever know
How much I have messed it up"

Początki marca. Poczułam ciepłą rękę na swoim zimnym brzuchu. Otworzyłam leniwie oczy. Ujrzałam Toniego, patrzył na mnie swoimi niebieskimi oczami. Moje serce uradowało się na jego widok. Jest moim lekiem na złe dni. Wtuliłam się w niego bez słowa i znów zamknęłam swe zmęczone oczy. Zaczął dłonią gładzić mnie po policzku.
-Muszę zaraz iść. -Szepnął.
-Mmm...co? - Wymamrotałam.
-Nie powiedziałem Ci. Wyjeżdżam na dwa dni do Paryża na spotkanie z klientem.
Przez te słowa wręcz się obudziłam.
-Super...jak ja wytrzymam bez Ciebie? -Spytałam smutno siadając.
-A ja jak? Damy radę kochanie. -Objął mnie.
-Kochanie...jak uroczo. -Zaśmiałam się.
-Jesteś nim. Będziesz zawsze. -Powiedział poważnie patrząc na mnie.
Wpatrywaliśmy się w siebie przez jakiś czas. Później kazałam mu wstać, bo nie chciałam by się spóźnił. Ubrałam swoje grube skarpetki i poszłam się ubrać i uczesać. Gdy Toni się szykował, ja robiłam śniadanie. Zrobiłam jajecznicę i herbatę, typowo po polsku. Zawołałam go i usiadłam.
-Ooo, co to za nowości? -Uśmiechął się.
-Spróbuj.
-Dobre, jak zawsze!
Zjadł w lekkim pośpiechu i poszedł po swoje rzeczy. Podeszłam z nim pod drzwi.
-Więc...do poniedziałku.-Powiedział smutno. Przybliżyłam się do niego i pocałowałam go. Nie mogliśmy się od siebie uwolnić.
-Dobra, leć. Kocham Cię. -Powiedziałam.
Spojrzał na mnie zdziwiony ale szczęśliwy. Pierwszy raz to powiedziałam. Odwrócił się i wyszedł, zamykając za sobą drzwi.  Zostałam sama. Dawno nie czułam tego. Toni dał mi ciepło, bliskość, wsparcie, którego tak bardzo potrzebowałam przez wiele miesięcy. Owszem, miałam w Polsce chłopaka, ale on był jedynie pocieszeniem w najgorsze dni. Może powinnam w tą przeklętą wigilię nie mówić o nim i poprostu z nim zerwać? Dobra, nie ma co roztrząsać, tak miało być. Nie umiem nie mówić wszystkiego, musiałam poprostu, musiałam.
Co miałam robić w ten sobotni dzień? Znajomi ze Starbucksa oczywiście teraz pracują, a ekipa 1D i spółka zapewne nie mają czasu... Gdyby tylko Majka tu była... Usiadłam na kanapie i zrezygnowana życiem przeglądałam programy. Usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Wstałam mozolnie i podążyłam do nich. Złapałam za klamkę i ujrzałam osobę której nigdy bym się nie spodziewała.
-Nie wierzę! -Krzyknęłam uradowana. To była Majka. Rzuciłam się na nią obrzucając ją buziakami.
-Ja też! Może zaprosisz swoją starą przyjaciółkę do środka? -Zaśmiała się.
Weszliśmy do środka i usiedliśmy w salonie.
-Julia, przepraszam, że się nie odzywałam. Wiem doskonale, że jesteś zła za to. Nie mogłam Ci pomóc, gdy tego potrzebowałaś. Postaram się to naprawić tak, jak to najlepiej potrafię -Powiedziała smutno.
-Nie zaprzeczam. Było, minęło. Zepsułam sobie życie na życzenie. -Westchnęłam.
Wstałam, by zrobić jej herbatę. Opowiedziała mi, że znów jest z Zaynem. Ich związek też był pełen wzlotów i upadków. Na szczęście udało im się. Mówiła też o swojej pracy w radiu.
-Jak tam u Ciebie? -Spytała.
-Mam kogoś.
Na te słowa zapluła mi stół.
-Co?!
-Tak to! Nie mam prawa być z kimś? Harry to przeszłość.- Powiedziałam zła.
-Muszę iść do toalety. Pokażesz mi?
Zaprowadziłam ją i poszłam posprzątać po tym brudasie.
-Tak, o 20. Weź go za wszelką cenę. -Usłyszałam jej głos. Po chwili wyszła i dołączyła do mnie.
-Szykuj się, idziemy do klubu.-Powiedziała radośnie.
-Że co? Nie chce mi się. -Odpowiedziałam zmieszana.
-Przestań, babcia! Musimy wyjść, jak za starych, dobrych czasów! Pamiętasz Bijoux? Mam dla nas sale VIP. -Wyjęła z torebki karnety.
-Oszalałaś? Przecież to najdroższy klub. Chodziliśmy tam, ale za darmo z zespołem...
-Julia. Będzie dobrze. -Przytuliła mnie.
-...Dobra. O której będziesz? -Na te słowa uśmiechnęła się. Umówiliśmy się i pogadałyśmy jeszcze trochę. Godzinę później opuściła mnie i zostałam sama.
Szykowanie, malowanie zawsze poprawia mi humor. W połowie ten dzień polepszył się przez moją przyjaciółkę, teraz to, a może w klubie też będzie przyzwoicie? Wyjęłam z szuflady moje najlepsze kosmetyki i położyłam je na toaletkę. Zrobiłam sobie kocią kreskę na oku, a usta pomalowałam na bordowo. Z szafy wyjęłam swoją najładniejszą sukienkę. Była cała czarna, obcisła, do połowy uda i miała cienkie ramiączka. Na nogi założyłam bordowe szpilki. Włosy spięłam w wysoką kitkę. Wyszykowałam się w dwie godziny i akurat dochodziła 19:30. Usłyszałam jak Majka trąbi. Podeszłam do lustra. Wyglądałam naprawdę seksownie, jak nigdy. Ciągle ubierałam się w pierwsze lepsze rzeczy, na które natrafiła moją dłoń w szafie. Ubrałam płaszcz z Burberry. Zamknęłam za sobą drzwi i wyszłam na zewnątrz budynki. Zobaczyłam czarne Porsche, a w środku Majkę i Zayna.
-Hej wam. -Powiedziałam wchodząc do środka.
-Woow. -Zayn swoimi oczami przeszedł po moim ciele, na co Maja go walnęła w ramię.
-Miło Cię widzieć, Zayn. -Powiedziałam nieśmiało. Dawno go nie widziałam i czułam się po prostu dziwnie. Jechaliśmy w ciszy, nie wiedziałam co mówić, on zapewne też. Maja próbowała wymyślać tematy, lecz to wychodziło słabo. Nareszcie dojechaliśmy. Wyszliśmy z auta i od razu podążyliśmy do klubu omijając ogromną kolejkę. Drzwi otworzyły się, usłyszałam głośną muzykę, a moje oczy zaślepiły światła. Majka złapała mnie za rękę. Szłam z nią, gdy dotarliśmy do foteli. Spojrzałam kto tam siedzi i zobaczyłam KŁOPOTY.

HARRY
Bawiliśmy się świetnie, dopóki nie przyjechał Zayn. Lałem wódkę, gdy zobaczyłem Fizzy. Ręka mi zadrżała i rozlałem trunek na spódnicę Caggie.
-Co za idiota! -Krzyknęła wstając. Gdy zorientowałem się co zrobiłem, jej już nie było. Wyglądała niesamowicie, zawsze była nieumalowana, ubrana w byle co. Na mój widok zatrzymała się. Zobaczyłem, że mówi coś do laski Zayna. Zła podeszła do nas i zaczęła się witać. Podchodząc do mnie potknęła się. Złapałem ją z ziemi, a wszyscy jakoś zamarli. Spojrzałem jej w oczy, a ona w moje.
-Jesteś cała? -Spytałem.
-Tak, dzięki. -Odpowiedziała zmieszana. Ściągnęła w dół zbyt krótką sukienkę i odeszła ode mnie. Usiadłem na fotelu, gdy Niall zabrał ją do zabawy. Wszyscy zajęli się sobą, Caggie gdzieś zniknęła, a ja zabrałem się za picie. Jeden kieliszek, drugi, dziesiąty, piętnasty. Wciąż obserwowałem swoją dawną przyjaciółkę na parkiecie. Tańczyła, wirowała jak królowa. Nagle zauważyłem, że Niall siedzi obok, a ona była z jakimś typem. I znów, nagle już jej nie było. Wstałem, by to sprawdzić, ponieważ trochę mnie to niezapokoiło. Idąc pustym ciemnym korytarzem poszedłem do łazienki, lecz drzwi się nie otwierały.
-Co jest kurwa?
Kopnąłem je z całej siły i zobaczyłem nieptrzytomną Julię wyciągająca rękę, a na niej faceta, który dobierał się do niej. Chwyciłem go i zacząłem go okładać. Furia mnie opętała, walnąłem jego głową o zlew. Na ziemi pojawiła się ogromna plama krwi. Julia leżała już bez ruchy, cała rozmazana, a obok niej jakieś tabletki. Poczułem, że ochroniarze mnie odciągają, a Julię zabiera służba szpitalna. Bardzo chciałem wiedzieć, czy nic jej nie jest, zacząłem się wyrywać, lecz nie dałem rady. Raz widziałem co się dzieje, raz nie.Ludzie patrzący na mnie, lampy flesza. Czerwono- niebieskie światła i syrena policyjna w aucie, w którym nagle leżałem.

1 komentarz:

  1. Wow! To się porobiło :o Akcja, to lubię :D Tylko jestem ciekawa jak do tego dokładnie doszło w tej toalecie :) czekam na kolejny :*

    OdpowiedzUsuń