Mój słuch jest na tyle dobry, że mogłam usłyszeć jak do niej krzyczy. Goście zaczęli klaskać, a ja stałam i patrzyłam jak Harry wybiega z sali. Moje ciało chciało się ruszyć i biec za nim, lecz poczułam objęcie i pocałunek Toniego.
Po jakimś czasie Toni zniknął gdzieś prowadząc rozmowę z ludźmi. Usiadłam znudzona na skórzanym fotelu mając milion myśli na minutę -Dlaczego tak zareagował? Poczułam, że ktoś siada obok mnie. Ujrzałam chudą twarz jego towarzyszki. Odwróciłam głowę i udałam, że nie zauważyłam jej obecności.
-Hej. -Powiedziała.
-Znamy się?
-Jestem koleżanką Toniego. -Uśmiechnęła się.
-Super. -Odpowiedziałam sucho chcąc powiedzieć "Harrego też."
Postanowiłam kontynuować ignorowanie jej osoby.
-Nie chcesz wiedzieć gdzie jest Harry? -Spytała nagle wyrywajac mnie z rozmyśleń.
-Skąd takie pytanie?
-Przecież każdy wie, że mieliście romans. -Zarzuciła swoimi lokami.
Au. Romans? Gdyby ta idiotka wiedziała jak bardzo się kochaliśmy...
-Widzę że nie wiesz wszystkiego. Żegnam. -Syknęłam i wstałam.
Nie chciałam słuchać jej przykrych słów, a Toniego nigdzie nie mogłam znaleźć. Poprosiłam o swój płaszcz i wyszłam stamtąd.
Otworzyłam drzwi galerii i poczułam wieczorny chłód. Kompletnie nie wiedziałam po co wyszłam i gdzie chcę iść. Ruszyłam przed siebie, tak bardzo miałam nadzieję, że go spotkam. Przechodząc obok małej kawiarni zatrzymałam się. Nie myśląc ani chwili chwyciłam za klamkę.
HARRY
Potrzebowałem samotności by się uspokoić. Nie, tak naprawdę chciałem tylko jej. Moje dłonie ogrzał kubek herbaty. W tym mieście o tej porze wszyscy dobrze bawili się dobrze, dlatego nikt nie odważyłby się siedzieć w kawiarni. Moje serce i ciało wciąż były w rozsypce. Usłyszałem kroki.
-Widziałam Cię.
Poczułem zdenerwowanie, podniosłem głowę do góry. Patrzyła na mnie tak jak zawsze gdy coś ją niepokoiło, wkońcu pamiętałem wszystkie detale, a szczególnie to uczucie do niej.
Nic nie odpowiedziałem, spuściłem wzrok by nie mogła zauważyć napływających łez do moich oczu.
-Mogę usiąść? -Spytała nie czekając na odpowiedź.
-Dlaczego tak szybko wyszedłeś?
-Czy wy, kobiety musicie zadawać tyle pytań?
Chwyciła mój podbródek i podniosła moją głowę ku górze.
-Coś musiało się stać. -Spojrzała mi w oczy pełna nadziei.
Jak ja mogłem nie pamiętać tego uczucia do niej? To jest chore, totalnie nie wiedziałem jak się zachowywać.
-Poprostu wystawa mi się nie podobała. Możesz mnie puścić? -Spytałem grzecznie.
Wzięła swoją dłoń z mojej twarzy, jakby się ocknęła ze snu.
-Nawet nie wiesz ile mam do Ciebie pytań. Zastanawiam się, po co Ci to mówię. -Machnęła ręką.
-Przy okazji, że tu jesteś...Przepraszam Cię za wszystko. -Powiedziałem, a jej twarz spoważniała.
-Za to, że nigdy nie potraktowałem Cię poważnie. Żałuję. Nawet nie wiesz jak bardzo.- Dodałem.
JULIA
Złapał mnie nieśmiało za dłoń. Czy on chce mi coś powiedzieć? Moje serce zaczęło wariować.
-Coś wpłynęło na taką zmianę? -Spytałam nieśmiało. Z każdą chwilą czułam się coraz bardziej niepewna i zdenerwowana.
Ruszył ustami, lecz nic nie powiedział. Wciągnął głęboko powietrze i odwrócił swój wzrok.
-Zrozumiałem, że miałaś szansę ze mną porozmawiać, skoro byliśmy przyjaciółmi. -Powiedział mrużąc oczy.
Moja cała nadzieja zgasła. Na sercu poczułam ciężar, nie wiedziałam czy warto dalej tu siedzieć. Postanowiłam kontynuować swój plan i wieść życie samotnej i nieszczęśliwej kobiety, przynajmniej nie będę krzywdzić niewinnych ludzi. Przy okazji zapewne kupie kota, kilka kotów.
Odsunęłam krzesło i zaczęłam wstawać, ale poczułam jak jego dłoń mnie zatrzymuje.
-Nie rozumiem? -Powiedziałam.
-Ja też nie. Już nie chcesz mnie odzyskać? -Spytał patrząc mi w oczy.
-Nie wiem czy dalej mi na tym zależy. -Odpowiedziałam zrezygnowana czując łzy.
-Zawsze gdy Cię spotkam zachowujesz się jakby coś kiedyś było pomiędzy nami. -Ścisnął mnie a na jego twarzy pojawił się gniew.
-To boli. Puść. -Powiedziałam przez łzy.
Jego wyraz twarzy złagodniał i już mogłam uwolnić się z jego uścisku. Nie czekając ani chwili dłużej zaczęłam iść w stronę drzwi. On za mną. Znów poczułam chłód wczesno wiosennego wieczoru.
-Dlaczego nagle zachowujesz się tak...-Zaczęłam.
-Jak? Chciałem zyskać przyjaciela od nowa, inni zawodzą. -Przerwał.
Zmarszczyłam brwi i skrzyżowałam ręce.
-Jesteś niepoważny. -Zaśmiałam się ironicznie.
-W każdej chwili mogę przypomnieć sobie wszystko. Nie chcesz pomóc mi w przyspieszeniu tego?
-Może lepiej żebyś nie pamiętał. Załamałbyś się wiedząc, że osoba, której nie lubisz była Twoją miłością. -Powiedziałam i w szoku aż zakryłam sobie usta.
-Pomóż mi odnaleźć tą jedyną. -Uśmiechął się cwaniacko.
Przewróciłam oczami i odwróciłam się.
-Muszę już iść. -Odparłam chcąc uciec jak najprędzej. Miałam dość tej rozmowy.
-Do zobaczenia. -Machnął ręką.
-Hej. -Odpowiedziałam starając się nie zwracać uwagi na jego dołki w policzkach do których od zawsze miałam słabość.
Spojrzałam na zegarek. Nie zdawałam sobie sprawy która już godzina. Przechodząc obok galerii zauważyłam, że wystawa musiała się już skończyć. Postanowiłam wrócić spacerem do domu.
-Daj się chociaż odwieźć do domu.
Zobaczyłam Harrego.
-Nasza rozmowa dała ci do przemyślenia.
-Może. Idziesz? Jest późno, a nie chcemy chyba, żeby takiej ładnej dziewczynie coś się stało.
Pomyślałam sobie: "Dlaczego nie chcesz dać mi spokoju? Muszę się z Ciebie wyleczyć, nie pomagasz. Po wypadku nie chciałeś mnie znać, teraz zachowujesz się zbyt podejrzanie."
-Harry, nikt Ci nie pomoże, jedynie Ty sam. Jeśli coś sobie przypomnisz, daj znać. Nie wzbudzaj w sobie uczuć na siłę. -Westchnęłam patrząc na gwiazdy.
Nic nie odpowiedział, najwyraźniej daj mi pozwolenie bym wróciła sama.
Po jakimś czasie, po spacerze i jak zwykle głębokich przemyśleniach doszłam pod dom. Wyjęłam klucz i przekręciłam zamek. Moim oczom ukazała się ta blondynka.
-Co Ty tu...-Spytałam.
-Toniego nie ma. Posłuchaj mnie.
-Nie wiem czy chcę Cię słuchać. Gdzie on jest?
-To nie jest teraz ważne. Wiemy, że nie kochasz Toniego. Ja go tak. Pozwól mi go odzyskać i zniknij z jego życia.
-A Harry? -Spytałam zaskoczona.
-Był jedynie przekaźnikiem. Dowiedziałam się, że znacie się i że jesteś dziewczyną Toniego.
-Znamy się...jesteśmy sobie obcy. -Powiedziałam zirytowana.
-Zgadzasz się?
-...Tak. Daj mi 30 minut.
HARRY.
Siedząc na kanapie poczułem wibracje telefonu.
-Lina?
-Udało się. Ona wciąż Cię kocha. Już się pakuje. -Powiedziała szeptem.
-Zadzwoń do mnie jak będzie wychodzić. -Odparłem wstając z fotela. Rozłączyłem się i uśmiechnąłem się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz