sobota, 4 kwietnia 2015

2

I Ranek.
Nowy dzień, nowe szanse?
Wstałem i miałem nadzieję, że odbierze ode mnie. Myliłem się, wczorajsze "do widzenia" okaże się prawdą.
Postanowiłem zadzwonić do Louisa.
-Jak tam Harry? -Spytał wesoło.
-Nie jest dobrze, stary. Zrób coś dla mnie. - odpowiedziałem smutno.
Muszę zostać tu, naprawić to wszystko. Louis w moim imieniu przekaże ekipie informacje o moim planie. Na szczęście narazie mamy wolne od koncertów. Jeden problem z głowy, ale był jeszcze jeden...
JULIA
Miałam nadzieję, że już go nie ma w Poznaniu. Tak? Chyba nie, wolałabym, żeby był tu ze mną.
Po całej nocy płaczu i wspominania musiałam wstać i się choć trochę ogarnąć. Rodzina liczyła na moją obecność przy świątecznym stole,pozatym byłam umówiona z Maxem.
Po skończonym posiłku z domownikami ubrałam się i wyszłam z domu na spotkanie. Idąc ulicami wciąż czułam czyjąś obecność za sobą. Odwracając się nie widziałam nikogo. Wchodząc do kafejki zauważyłam, że Maxa wciąż nie ma. Było sporo ludzi. Czekając na chłopaka zamówiłam kawę i brownie. Zaciekawił mnie chłopak, choć nie widziałam jego twarzy, ujrzałam pod kapturem wystające blond kosmyki włosów, był ubrany na czarno. Nie rozumiałam, dlaczego interesuje mnie ktoś nieznajomy. Nagle ujrzałam Maxa siadającego naprzeciwko mnie. Byłam tak zdezorientowana, że go nie zauważyłam.
-Witaj kochanie. - wychylił się i poczułam jego usta na swoich. Od wczoraj to nie jest to samo uczucie.
-Musimy porozmawiać. -Powiedziałam
-Co ty taka poważna?- Spytał śmiejąc się.
-Wyjeżdżam, na stałe. - Odpowiedziałam ze smutkiem w głosie.
-...czyli to koniec? - załamał się.
Nie wytrzymałam. Przeprosiłam go i w pośpiechu zaczęłam wychodzić. Nagle potknęłam się, ktoś mi pomógł...
To on. Ten nieznajomy. Podniósł mnie z ziemi. Byłam tak oszołomiona, że spojrzałam jedynie na jego twarz i uciekłam.
I znowu to samo. Znów czułam jakby ktoś mnie śledził. Udało mi się dotrzeć do domu i od razu poszłam do siebie na górę. Spodobał mi się ten blondyn, przypominał mi kogoś, ale nie wiedziałam kogo. Był uczesany w koka jak wczoraj Harry...będę w Londynie, ale już nie z nim.
Bolało mnie to, że jednak los nie chce nam zaufać. Postanowiłam o nim zapomnieć. Dzwonił kilka razy, ale też musi iść dalej. Boję się kolejnego aktu z nim, po to, by potem się rozczarować.
Dzień zleciał niezwykle szybko i postanowiłam odespać ostatnią noc bez szwanku.
20:00 i ja w łóżku. Nagle dostałam smsa od anonima
"ładnie dziś wyglądałaś"
Stanęłam jak wryta w ziemię.Przez następne kilka minut zastanawiałam się, kto mógł to napisać. Postanowiłam napisać na Twitterze do Danielle. Okazało się, że Harry już jest z nimi w Londynie. Ała, to zabolało, pomimo, że życie musi lecieć dalej, a my musimy o sobie zapomnieć.
O 23:00 już zasypiałam, ale zachciało mi się pić. Zeszłam na dół po wodę do kuchni. Nagle zauważyłam w oknie, że ma moim podwórku ktoś jest. Wystraszyłam się, ale postanowiłam działać. Ubrałam buty i wyskoczyłam na dwór w piżamie pomimo ogromnego mrozu. Postać ta zauważyła mnie i zaczęła uciekać.
Stanęłam niedowierzając w to, co się dzieje. Harry zniknął, pojawił się prześladowania... Bo chyba tak to można nazwać?

1 komentarz: