piątek, 17 kwietnia 2015

9

24 godziny wcześniej, DANIELLE

Julka poszła zobaczyć Harrego. Tak strasznie było mi jej szkoda, na jej miejscu nie byłabym taka silna, lecz obawiam się, że to tylko złudzenie...
Usiadłam obok Liama i oparłam głowę na jego ramieniu. Po dłuższej chwili pojawiła się Fizzy, jakby jakaś zdruzgotana. Zauważyliśmy coraz większą grupę lekarzy biegnących do sali, w której leżał Styles. Stała w bezruchu, od razu zaczęliśmy do niej podchodzić.
-On mnie nie pamięta... -Powiedziała załamana. Próbowaliśmy ją pocieszyć, lecz wyrwała się i uciekła.
-Kurwa, co tu się dzieje? -Spytał nerwowo Zayn.
Lekarze długo nie wychodzili, a my czekaliśmy z przeróżnymi domysłami w głowie.
Po godzinie pozwoli nam do niego wejść.
-Cieszę się, że was widzę. -Powiedział uradowany.
-My też. Miałeś wypadek w Poznaniu. -Powiedziałam.
-Gdzie jest Poznań? -Spytał zdziwiony.
-No jak to, Harry, przecież byłeś u...-Zaczęłam, lecz mi przerwał.
-Zresztą nieważne. Proszę, zadzwońcie po Caggie.
Czułam coraz większy stres oraz przyspieszony puls. Zadzwoniłam po tą czarownicę i postanowiłam wyjść przed szpital, by z nią porozmawiać. Dotarła po 10 minutach, jej widok mnie zgorszył, nienawidziłam jej oraz tego, jak wychowuje swoje dziecko.
-Co się dzieje?
-Harry odzyskał przytomność.
Jej oczy rozszerzyły się.
-I jak? -Spytała.
-Pamięta wszystko... Prócz Julii.
Na te słowa na jej twarzy pojawił się uśmiech i zaczęła iść w swoich wysokich butach po schodach do szpitala.
-Co Ty robisz?! -Krzyknęłam i zaczęłam za nią podążać.
-A jak myślisz? Idę wszystko naprawić!
-Nie pozwolę Ci na to, on ją kocha! -Pociągnęłam ją ramię.
-Tak? Wychodzi na to, że nie. Pozatym nie wtrącaj się w nie swoje sprawy dziewczyno! Chcę do niego wrócić i tak zrobię! -Popchała mnie lekko, przez co się zachwiałam. 
Poszła dalej śmiałym krokiem. Po chwili poszłam do poczekalni. Cały zespół już tam był.
-Ja poprostu nie mogę w to uwierzyć! Dlaczego pozwoliliście jej tam wejść?! -Powiedziałam zła.
-Danielle, on nie pamięta pierwszego spotkania z Julią. Stał się znów samolubny i powierzchowny, a my nie możemy mu wmówić miłości do niej. -Liam powiedział i mnie przytulił.
-Nie mogę na to patrzeć, muszę wyjść. -Odpowiedziałam zrezygnowana.

CAGGIE
Weszłam podekscytowana do pomieszczenia, chłopacy spojrzali na mnie z pogardą, ale nie obchodziło mnie to. Popełniłam wiele błędów, mogłam go odciągnąć od tej Polki, ale tego nie zrobiłam.
-Harry...-Powiedziałam zatroskana.
-Nic nie mów, podejdź tu, tęskniłem.
-Pewnie nie pamiętasz, ale mamy syna. Max, 4 miesiące. -Pokazałam mu zdjęcie.
Był zaskoczony, nie dziwię mu się. Wciąż nie wychodzi mi bycie matką. Pocałował mnie i położyłam się obok niego. Straciłam go na rzecz tej dziewczyny, ale już nie pozwolę na to. Harry zapewniał mi wysoki status społeczny, wiele fanów, zainteresowanie mediów... Poprostu wszystko czego potrzebowałam. Chyba kocham Paula, a raczej zawsze kochałam. Niestety to teraz nie jest dla mnie ważne. Musiałam odizolować go od syna i nie mogłam dopuścić do tego, by Harry odkrył przeszłość.

TYDZIEŃ PÓŹNIEJ, JULIA
Znów zaczęłam pracować w Starbucksie, choć moje ambicje pragnęły czegoś lepszego. Na szczęście menadżer kawiarni to mój dobry kumpel i przyjął mnie z powrotem z uśmiechem na twarzy. Pewnego dnia, bez żadnych wieści od chłopaków ani od Danielle, co bardzo mnie smuciło, musiałam zanieść dwa latte do stolika. Podeszłam i podałam dwóm blondynkom zamówienie. Spojrzałam na nie i rozpoznałam w nich Caggie i Perrie.
Pierwsza spojrzała na mnie i od razu uśmiechnęła się.
-Kogo mu ty mamy. Prostaczka nas obsługuje. Co tam u Ciebie, kochana? -Zaśmiała się.
-Jest idealnie. -Syknęłam i zaczęłam odchodzić.
-Poczekaj! Chcę ci coś powiedzieć!
-No?
-Ja i Harry...wróciliśmy do siebie. Jakie to smutne, wszystko, co zrobiłaś, by go omotać poszło na marne. -Powiedziała z pogardą.
Kolejna niespodzianka. Julia, uspokój się. Nie daj jej satysfakcji.
-Zobaczymy, jak na długo. -Warknęłam i szybkim krokiem odeszłam od ich stolika. W pośpiechu podążyłam do zaplecza. Oparłam się o ścianę i zsunęłam się na ziemię wylewając kolejne litry łez. Zadzwoniłam do Toniego.
-Halo? Przyjdziesz po mnie po pracy? -Spytałam powstrzymując emocje.
-Tak, nie ma sprawy. Będę o 17, tylko załatwię wszystko w pracy.
-Dzięki. -Powiedziałam i się rozłączyłam.
Minął tydzień od dzielenia z nim apartamentu, lecz jest wręcz idealnie. Toni okazał się pełnowartościowym człowiekiem, pomimo jego zalotów do mnie, bardzo go ceniłam. Ta sytuacja to jedyny pozytyw wokół tego, co się dzieje. Wciąż próbowałam skontaktować się z Danielle i chłopakami oraz Mayką, której o dziwo nie było z Zaynem od mojego przyjazdu.
Poprosiłam szefa o szybsze wyjście. Ubrałam się i spakowałam rzeczy do torebki. Była 16:55, pomimo to było już dość ciemno. One wciąż siedziały przy tym stoliku, lecz nie zwracałam na ten fakt żadnej uwagi. Stanęłam pod kawiarnią czekając na swojego współlokatora. Jak zwykle się spóźniał. Nagle podjechało czarne auto. Było czarne, tak jak Toniego. Zaczęłam iść śmiało w jego stronę, gdy zauważyłam kto wychodzi z niego, zatrzymałam się.
-Harry?

2 komentarze:

  1. "...pomimo jego zalotów do mnie..." :D a tak poza tym to jest cudowne *.* już nie wytrzymuję, niech on sobie w końcu przypomni :**

    OdpowiedzUsuń
  2. "...pomimo jego zalotów do mnie..." :D a tak poza tym to jest cudowne *.* już nie wytrzymuję, niech on sobie w końcu przypomni :**

    OdpowiedzUsuń